Blog > Komentarze do wpisu
Pierwszy dzień w szkole

Aleksandra Kozłowska, Gdańsk

Uff… Najgorsze chyba za mną. Najgorsze bo najbardziej stresujące. Powrót do nielubianej szkoły po 20 latach to nie jest bułka z masłem. Rano czułam się jak przed wielką klasówką: ożyły wspomnienia: to kurczenie się w sobie, gdy matematyczka z miną kołującego nad stadkiem kur jastrzębia rozglądała się po klasie wybierając ofiarę do przepytania z funkcji, to gorączkowe zakuwanie na przerwie bo za chwilę kartkówka z łaciny (jak jest w plusquamperfectum amo, amare?) , albo wysłuchiwanie jęków koleżanek: „O rany, nic nie umiem, nic nie pamiętam a całą noc się uczyłam tych reakcji”.

Ale rzeczywistość – jak na razie - okazała się dużo przyjemniejsza niż pełna dręczących koszmarów noc (tym razem śnił mi się wielki test z fizyki, w którym odpowiedzi – z braku innej możliwości – zaznaczałam na chybił-trafił. „Piątka” powitała mnie „kontrolowanym” graffiti na ścianie (wariacje na temat Stefana Żeromskiego, patrona liceum), równiutkim świeżo-zielonym trawnikiem i ławkami na podwórku oraz… kawą w gabinecie pani dyrektor, Elżbiety Piszczek (kieruje szkołą od czterech lat). Kiedyś do głowy by mi nie przyszło, że w tym pokoju spędzę tak miło czas – tu legendarny dyrektor Stella wyzwał na krwawe rozprawy w kwestii demonstracyjnie czarnych ubrań (cali na czarno przychodziliśmy np. 11 listopada albo w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego) kończące się karnym odesłaniem do domu.

- Wyobraża pani sobie pracę bez Internetu? – pytam prof. Piszczek.

- Absolutnie nie. Pierwsze co robię rano po wejściu do mojego gabinetu to włączam komputer i sprawdzam pocztę. Pokażę pani: O, tu np. mejl od Wydziału Edukacji – pytają czy w ciągu trzech ostatnich lat dbaliśmy o cmentarze – są takie akcje, tu portal EduForum przysyła informacje i linki – np. dodatkowe zajęcia za unijne pieniądze, tu z kolei rodzic pisze, że syn przeszedł do finału światowego Odysei Umysłu i prosi by w jego imieniu postarać się o dofinansowanie w Wydziale Edukacji – wylicza dyrektorka. – A poczta to oczywiście mały fragment, tego co daje mi Internet. Teraz po prostu nie ma takiej możliwości by nauczyciel awansował bez znajomości technologii informatycznej.

Rozmawiamy ponad dwie godziny. Potem zwiedzam szkołę – korytarze (przynajmniej na parterze) bez większych zmian (fakt, że nie pamiętam też już dokładnie jak wyglądały w połowie lat 80.), naprzeciw sekretariatu wielka gablota pełna zdobycznych sportowych pucharów, dalej schody do „podziemnych” łazienek. O, tu się zdecydowanie zmieniło – świeżo malowane ściany, kafelki, rzędy schludnych umywalek, nad każdą lustro, czyste kabiny. Sama zapamiętałam to miejsce jako raczej ciemne, ponure, zimne, otoczone nie przyjemnym zapachem. A tu nawet fajek nie czuć.

 

 

poniedziałek, 10 maja 2010, olla.kozlowska

Polecane wpisy

  • Zmiany? Na początek system kształcenia nauczycieli

    Aleksandra Kozłowska, Gdańsk Po serii tekstów na temat V LO i Szkoły 2.0 napisał do mnie Damian Muszyński, pedagog-medioznawca z Uniwersytetu Gdańskiego. Pan Mu

  • Bez netu nie ma nauki

    Aleksandra Kozłowska, Gdańsk Wśród nauczycieli V LO w Gdańsku na pewno wyróżnia się mocnym "zinternetowaniem". Jak zresztą mogłoby być inaczej? Jarosław Drzeżdż

  • Demokracja to... klawiatura (komputera)

    Aleksandra Kozłowska, Gdańsk Krzysztof Rześniowiecki, nauczyciel Wiedzy o Kulturze i szkolny pedagog w V LO, jako jedyny Polak właśnie przeszedł do finału międz