Blog > Komentarze do wpisu
Teoria śrubokrętu, sektor ksero. I opcja "wyślij do wszystkich"
<<< Jest w zwyczaju, że grupy z nowego naboru „poznają się” wirtualnie na Naszej-Klasie już w wakacje. Przed 1 września 2008 r. „odwiedziłam” swoich przyszłych wychowanków - przeanalizowałam wpisy, komentarze i sporządziłam odręcznie notatki o każdym, kto „wirtualnie zaistniał na forum”. Uczniowie zdębieli, gdy później urządziłam „zgaduj-zgadulę”: mieli odgadnąć, o kim jest mowa w moich opisach. To była lekcja odpowiedzialność za wypowiedziane słowa, zamieszczanie informacji w mediach... Kartki z notkami komisyjnie zniszczyliśmy i tak zaczęliśmy OD NOWA miły, ale i pracowity rok pracy. Do tej pory chętnie komunikujemy się przez N-K. Traktuję ją jak elektroniczny dziennik. Szczególnie lubię opcję „wyślij wiadomość do wszystkich”. To spora oszczędność czasu, gdy pojawi się coś ważnego do zakomunikowania >>> Oto belferski debiut na blogu Szkoła 2.0 opisującym IV LO w Szczecinie. O początkach pracy w "czwórce" i multimediach wspomagających kaganek oświaty pisze CZARNA MAMBA, czyli Danuta Bogdanowicz, nauczycielka języka niemieckiego.

O teorii śrubokrętu...

           Nie, nie – nic bardziej mylnego! Nie uczę toczenia różnych ciekawych rzeczy na tokarce, ale mam wiele wspólnego z nauczycielami przedmiotów politechnicznych... Ten „mój” przedmiot też jest nielubiany. Co Wam przychodzi na myśl, gdy słyszycie takie określenie?

Kiedy sięgam pamięcią do czasów liceum, pojawia się nieodparte wspomnienie języka rosyjskiego... Otóż nie – czasy się zmieniły. Matematyka? Nie! Jasne – język niemiecki! To prawda, nie jest ani lubiany, ani łatwy, ani nawet akustycznie atrakcyjny dla większości polskich uszu, ale jest potrzebny choćby ze względu na bliskość granicy i alternatywę pójścia „za chlebem” do kraju sąsiada. Pracując w szkole, staram się przybliżyć młodzieży to NARZĘDZIE i zawsze mówię, że język obcy jest jak ŚRUBOKRĘT. Czy trzeba kochać śrubokręt, aby go używać?

Jak trafiłam do „czwórki”? W listopadzie 2007 roku otrzymałam informację od mojej koleżanki ze studiów, że pilnie poszukują tam germanisty. Kilka dni później pojechałam z podaniem do szkoły. Przywitali mnie dyżurni, poprosili o wpis do zeszytu gości i wskazali sekretariat. Trochę mnie to zdziwiło, pomyślałam: „Gorzej jak w Alcatraz” i ruszyłam ku drzwiom, skąd dochodził bardzo donośny, niski kobiecy głos. Myślę, że było go słychać nawet na Podzamczu ... Pani Sekretarka kazała mi chwilę poczekać, a niebawem pojawiła się sama pani Dyrektor. W skrócie określiłam jej cel mojej wizyty, a ona zapytała mnie tylko jak mam na imię. Usłyszawszy odpowiedź „Danuta”, odrzekła: „Biorę panią” [Dyrektorem II LO jest Danuta Rodziewicz – red.]. Nigdy nie sądziłam, że rozmowa kwalifikacyjna może trwać trzy sekundy!

Niestety, organizację dyżurów w szkole zmieniono ;) Uczniowie już nie stoją „na straży” przy wejściu. Zniesiono ten przywilej, mimo iż cieszył on dyżurujących, nawet jeśli musieli przywdziać niechciany „mundurek”. Porównując jednak dzisiejszy strój galowy z gustownym marynarskim kołnierzem, który nosiłam 30 lat temu, nie mogę się oprzeć refleksji, że teraz naprawdę nie ma nad czym biadolić .

Sektor Prusa, sektor ksero

Te czasy przypomniały mi stary pokój nauczycielski w IV LO – generalnie w stylu „wczesny Gierek”: siermiężne stoły z cepeliowskimi obrusikami, które miały tę zaletę, że wchłaniały wszystkie plamy. Robiły się wprawdzie coraz sztywniejsze, ale wyglądały zawsze tak samo. Szybko zorientowałam się, że im dłużej pracuje się w „czwórce”, tym bliżej portretu patrona się siedzi. „Sektor Prusa” budził rezerwę i nie poruszałam się dalej jak do czajnika z wodą, gdzie siedziała Ania Gibek. A jak siedziała, to wiadomo było, że jest woda w czajniku. Dzięki, Aniu! W „sektorze ksera” królują nauczyciele języków obcych, którzy są emocjonalnie związani z tym urządzeniem. Moje miejsce jest w sektorze drzwi, czyli często muszę biegać je otwierać, ale nie robię z tego ceregieli, bo sama również zapominam klucza albo porzucam go w różnych miejscach. Od roku pokój jest „odgierkowany”, odrestaurowany, całkowicie zmieniony, kolor ścian budzi co prawda rezerwę, ale wystrój jest nad wyraz przyjazny.

Podobnie jak w gabinecie języka niemieckiego. Onegdaj mieścił się on w lewym korytarzu na parterze (drugie drzwi po prawej stronie). Były tam „zmęczone czasem” ściany i ogromna katedra, o którą się wiecznie potykałam. Ku uciesze uczniów. Tym z pierwszych ławek również przeszkadzał wysoki podest, ponieważ musieli nienaturalnie wysoko unosić głowy, żeby cokolwiek przepisać z tablicy. W wakacje 2008 gabinet został gruntownie wyremontowany, a jego największą zaletą jest tablica multimedialna, zakupiona m.in. dzięki realizowanemu pod kierunkiem p. Elżbiety Łuczak projektowi „Comenius”. Kiedy zaprezentowałam możliwości tej tablicy rodzicom na zebraniu, westchnęli z rozrzewnieniem                      i powiedzieli: „No to skończyło się chodzenie dyżurnych zmoczyć gąbkę”. Teraz jest tam miło, przestronnie i słonecznie. Unowocześniono także nazwę (sala języków obcych), a gabinet języka niemieckiego przeniesiono do... byłej szatni! To pomieszczenie zostało całkowicie odnowione podczas tegorocznych ferii – przypomina bardziej studencką salę seminaryjną niż chłodny szkolny gabinet. Miękkie krzesła, śliczna narożna szafa z witrynami, pogodny kolor ścian... To przyjemność pracować w takich warunkach .

Służbowe laptopy i "wyślij do wszystkich"

Przyjemności i udogodnień w IV LO jest wiele, szczególnie dla nauczycieli, których szkoła wyposaża w najnowocześniejszy sprzęt techniczny, aby dać im możliwość uatrakcyjnienia zajęć. Wielu belfrów jest posiadaczami służbowych laptopów. Prawie każda sala lekcyjna jest wyposażona w rzutnik multimedialny. Każdy nauczyciel języka obcego ma własny magnetofon z CD. Szkolna biblioteka posiada jeden z najbogatszych księgozbiorów w Szczecinie. Jest też coś dla relaksu: szkolny ogród, założony m.in. dzięki inicjatywie p. Waldemara Hejzy.

Ostatnie ze wspomnień dotyczy mojej obecnej klasy 2 a. Nigdy nie zapomnę pierwszego spotkania z nimi we wrześniu 2008 r. Jest w zwyczaju, że grupy z nowego naboru „poznają się” wirtualnie na Naszej-Klasie już w wakacje, przed 1. września. Jako że ten portal służy mi do kontaktów z absolwentami, „odwiedziłam” przy okazji swoich przyszłych wychowanków, przeanalizowałam wpisy, komentarze i sporządziłam odręcznie notatki o każdym, kto „wirtualnie zaistniał na forum”. Uczniowie zdębieli, gdy później urządziłam „zgaduj-zgadulę”: mieli odgadnąć, o kim jest mowa w moich opisach. To była lekcja odpowiedzialność za wypowiedziane słowa, zamieszczanie informacji w mediach... Kartki z notkami komisyjnie zniszczyliśmy i tak zaczęliśmy OD NOWA miły, ale i pracowity rok pracy. Do tej pory chętnie komunikujemy się przez N-K. Traktuję ją jak elektroniczny dziennik [którego w szkole jeszcze nie ma – red.]. Szczególnie lubię opcję „wyślij wiadomość do wszystkich”. To spora oszczędność czasu, gdy pojawi się coś ważnego do zakomunikowania .

Czasem wspominam swoje czasy liceum – nie było internetu, komórek, komputerów (z wyjątkiem rarytasu ATARI na kasety magnetofonowe), nawet  kserokopiarek! I nasuwa mi się refleksja o  niewyobrażalnym postępie technicznym, który tak bardzo zmienia nasze życie. Z jednej strony najodleglejsze zakątki świata mamy „pod ręką”, z drugiej - jesteśmy zbyt leniwi, żeby odwiedzić znajomego kilka przecznic dalej... Świat otwiera się dla młodych ludzi, a wielu z nich chowa się za bezpiecznym ekranem komputera i świadomie skazuje się na samotność... Albo celowo ucieka w wirtualny świat, żeby uniknąć problemów tego niedoskonałego, rzeczywistego...

           Wszechobecność komputerów jest dziś tak oczywista jak oddychanie. Ale to nie komputery i multimedia stanowią wartość tego świata. One są tylko NARZĘDZIEM, a wartością najwyższą jest Człowiek .

                                                                                                          CZARNA MAMBA

czwartek, 13 maja 2010, tommy772

Polecane wpisy