Blog > Komentarze do wpisu
Zdjęcia się drukuje!
Sentymentalną podróż po „czwórce” rozpoczynam – tak jak obiecałem – od krótkiego wyjaśnienia, co kryje się pod nazwą ELWRO... wrrrrrrr. Był to 8-bitowy mikrokomuter, z pamięcią RAM 64 kilobajtów, ROM 24 Kb (tak, tak, to nie pomyłka!). Grafika 256 x 192 pikseli. Monitor przypominający mały turystyczny telewizorek. Stacja dysków (5,25 cala) – podpięta tylko do „jednostki centralnej”, czyli kompa nauczyciela. Na takim sprzęcie mieliśmy uczyć się informatyki, jako pierwsza klasa mat-info w historii szkoły. Pionierzy jednak nie mają łatwo. Pracownię informatyczną ulokowano w piwnicy. Dokładniej – w schronie. Lekcje opierały się przede wszystkim na teorii. Duuużo pisaliśmy. Komputery w kolorze ecru robiły za scenografię ;

Zapamiętałem tylko jedną lekcję „z klawiaturą i włączonym ekranem” – wklepywaliśy jakiś prosty program, którego efektem była przesuwająca się po ekranie... choinka. Coś takiego jak w dzisiejszych sms-ach wysyłanych przed świętami. Gwiazdki, kreski, nawiasy, różne symbole. I wychodzi rysunek.

Elwro – standardowe wyposażenie w polskich szkołach przełomu lat 80. i 90. – szybko trafiło na śmietnik, a właściwie do magazynu. Szczecińskie IV LO w 1993 roku zostało objęte oświatowym programem informatyzacji – dostaliśmy chyba osiem pecetów i jeden wypasiony PC 486 z kolorowym minitorem na dla nauczyciela. Pracowaliśmy w systemie DOS, m.in. programie Norton Commander. Windows pojawił się później. W 1996 roku (przed moją maturą) w szkole był też podobno internet. Podobno, bo nigdy z niego nie korzystaliśmy. Pamiętam natomiast, że na co drugiej lekcji graliśmy w „wolfa”, kultową grę tamtych czasów. Chodzisz po korytarzach, piwnicach, zaułkach. I strzelasz. Nasze czarno-białe monitory były po prostu stworzone do tej mrocznej animacji.

 

W dzisiejszej „czwórce” jest zdecydowanie więcej światła, tzn. informatyczno-technologicznego oświecenia. Dwie pracownie komputerowe (nie w podziemiach ;), w każdej kilkanaście stanowisk. Bezprzewodowy internet na terenie szkoły (na razie mają do niego dostęp tylko nauczyciele, uczniowie głośno protestują :), w kilku salach – projektory i duże ekrany, multimedialne stanowiska w czytelni. Tam spędziłem dziś najwięcej czasu, podpatrując, jak dziewczyny z 2a podczas przerw wpadają zalogować się na Facebooka i N-K. Zapowiedziały, że na klasowe forum wrzucą informację o blogu „Szkoła 2.0”. Mają też podesłać kilka fotek. Trzymam więc za słowo. Czekam na materiały.

 Ola i Magda (uczennice kl. 2 a) przeglądają zdjęcia na Facebooku

A tymczasem steruję do biblioteki. Też skomputeryzowanej. Elektroniczne katalogi, skaner, na biurku płaski monitor. Zamiast przeglądać szuflady z tysiącami kartek i zakładek, prześwietla się kod naklejony na książkę.

- Kilka lat temu uczniowie reagowali zdziwieniem, dziś to standard. Bardzo ułatwia pracę – mówi Anna Ostrowska, bibliotekarka z IV LO, która kiedyś „ścigała” mnie za nieoddane w terminie lektury. – Tradycyjny katalog - szufladki przenieśliśmy na zaplecze. Nie wyrzucimy. Sentyment! Poza tym stanowi fajną dekorację, budzi zaciekawienie licealistów – śmieje się pani Ania.

W „jej” bibliotece zawsze jest ruch (w ciągu kwadransa przyszło ok. 10 uczniów. I wuefista). Na półkach sporo nowości – książki, czasopisma, ale też płyty DVD.

- Staramy się dotrzeć do młodych ludzi z bardziej ambitnymi tytułami niż te, które kupują jako wkładki do gazet. Zachęcamy do czytania i oglądania klasyki – tłumaczy bibliotekarka.

Przy wejściu – ekspozycja literackich i filmowych hitów: Forrest Gump, Mechaniczna Pomarańcza, Rewers, 33 sceny z życia.

Do wypożyczenia ustawia się kolejka chętnych. Jeśli ktoś spóźnia się ze zwrotem, pani Ania wysyła mu ponaglającego sms-a. W karcie ma też adres mailowy.

- Wolę zadzwonić niż pisać e-maila – przyznaje. – Nie lubię też kupować książek w internecie, ale takie czasy, że zamówienia wysyła się mailowo, więc wcześniej idę do księgarni, by dotknąć, przejrzeć wybrane tytuły. I dopiero wtedy zamawiam – tłumaczy. – Syn się ze mnie śmieje, że z rezerwą podchodzę do różnych nowinek. Kiedyś nie umiałam nawet obsługiwać poczty... A teraz korzystam ze skype’a, potrafię podłączyć multimedialny projektor, nawet zdjęcia się drukuje! Na specjalnym papierze. Wszystkie fotki do szkolnej kroniki własnoręcznie przygotowałam – mówi z dumą, prezentując wielką efektowną księgę.

Ot, takie połączenie tradycji z nowoczesnością – kaligrafia i zdjęcia obrabiane w photoshopie.

 

 

Tomasz Maciejewski, Szczecin          

wtorek, 11 maja 2010, tommy772

Polecane wpisy