Blog > Komentarze do wpisu
Zdrada Tigera Woodsa na angliku

Aleksandra Kozłowska, Gdańsk

Obserwacja 3. – Dziś nie ma nauczyciela, który nie korzystałby z netu.

Wracając do szkoły miałam w pamięci nasze pomoce naukowe: wystrzępione mapy (nowością były plastikowe wypukłe, tam gdzie góry – fajnie się ich dotykało), jakiś globus, jelita w słoju formaliny, wielki drewniany cyrkiel i ekierkę do rysowania na tablicy, figury geometryczne z pospawanych prętów, mniej lub bardziej udane pokazy na żywo, czyli doświadczenia na chemii czy fizyce (do naszych ulubionych należało banalnie proste ale efektowne podpalanie kostki potasu w zlewce wypełnionej wodą (?) – potas błyskał i pływał jak szalony po całym naczyniu). Nauczyciel nie musiał mieć żadnych specjalnych umiejętności by te pomoce stosować. – A ciekawe jak teraz? – zastanawiałam się - Czy wszyscy korzystają z netu? Czy też uchował się gdzieś jakiejś starszej daty pedagog, oprószony szlachetną siwizną mędrzec (ktoś w rodzaju Ignacego Borejki z „Jeżycjady”), który dumnie odrzuca zdobycze cywilizacji łatwizny i jedynym źródłem wiedzy jest dla niego pełen białych kruków imponujący księgozbiór, którego większość i tak ma w głowie, i to w trzech wymarłych językach? No way. Szlachetny mędrzec odrzucający zdobycze cywilizacji nie miałby szans w dzisiejszej szkole. – Aby awansować nauczyciel musi znać technologie komputerowe – podkreśla Elżbieta Piszczek, dyrektor V LO. – Musi umieć przygotować prezentacje w PowerPoincie, korzystać z Internetu, np. pokazując na YouTube filmiki z doświadczeniami fizycznymi, szukać informacji, budować własne strony, itp.

Dla młodych nauczycieli to normalka, ale i ci bardziej doświadczeni nie wyobrażają sobie edukacji bez netu. – W mojej klasie nie ma komputera i tak naprawdę nie odczuwam jego braku. I myślę, że tu zgodzą się ze mną wszyscy językowcy. Bo nauka języka to przed wszystkim słuchanie i mówienie – uważa prof. Sołmaz Kiazimowa, anglistka, która w „Piątce” uczy od 30 lat. – Ale Internet jest mi niezbędny w przygotowaniu lekcji. Szukam w nim materiałów, takich jak np. utwory literackie: Katherine Mansfield, Oscara Wilde`a czy Grahama Greene`a albo artykuły z „Time`a”, „Newsweeka”, „Guardiana”. Ściągam teksty na różne tematy, ważne żeby prowokowały młodzież do dyskusji – od ekologii i żywności modyfikowanej genetycznie przez sztukę nowoczesną po karty kredytowe i zdradę Tigera Woodsa. Co do tego ostatniego – nie wiedziałam kim jest ten Woods, podobał mi się tekst po prostu. O tym, że to słynny golfista dowiedziałam się od uczniów. Jak pani widzi, ja też się od nich uczę.

- Wykorzystuję Internet do ściągania reprodukcji dzieł sztuki. Potem wyświetlamy je z rzutnika. Jasne, że w bibliotece są albumy z malarstwem ale każdy musiałby mieć swój a tyle nie ma – mówi Krzysztof Rześniowiecki, nauczyciel Wiedzy o Kulturze, a przy tym pedagog szkolny. – Na lekcjach sieć przydaje się także do wirtualnego zwiedzania światowych muzeów, nie trzeba jechać do Londynu żeby zobaczyć National Gallery. Wchodziliśmy też na stronę The Saatchi Gallery, jest tam link gdzie można podesłać własne dzieło sztuki narysowane w jakimś programie graficznym i ono wyświetli się na ich stronie. To ciekawy przyczynek do dyskusji o tym, że dziś każdy może być artystą. Tak naprawdę Internet jest po to żeby zainteresować czymś młodzież. Nie ma przecież szans, że nagle któryś z nich obudzi się rano i pomyśli: „Muszę sprawdzić kto to by ten Bergman”. To ja muszę pokazać im kadry np. z „Siódmej pieczęci”, choćby ten z rycerzem grającym ze Śmiercią w szachy, żeby ich w to wciągnąć.

-To prawda. Sami nie szukają – przyznaje historyk Jerzy Majewski. – Trzeba ich czymś znęcić. Dlatego na mojej stronie piszę o Burkina Faso. To była kolonia francuska, a oni nie zbyt chcą się uczyć tych kolonii. Jeśli już trafią na moją stronę i przeczytają tam o tym kraju, mam nadzieję, że zaczną dalej drążyć. Na lekcjach bardzo przydają mi się zdjęcia z netu i filmy z YouTube`a. Fotografia, duża, wyraźna, z rzutnika a nie jakaś rozmyta jak w dawnych podręcznikach powie nieraz więcej o jakimś wydarzeniu historycznym niż cały wykład. Albo film z YouTube`a – np. o zamieszkach w 1989 w Chinach – przydaje się na WOS-ie. A poza tym – gdybyśmy nie używali Internetu bylibyśmy u nich bez szans – i tak nas mają za wapniaków i dlatego fajnie jest ich czymś zaskoczyć, np. znajomością skrótów na FaceBooku. Byli pod wrażeniem, gdy odchodząc na chwilę od komputera, napisałem BRB (ang. Be right back = zaraz wracam) – śmieje się historyk.

środa, 12 maja 2010, olla.kozlowska

Polecane wpisy

  • Zmiany? Na początek system kształcenia nauczycieli

    Aleksandra Kozłowska, Gdańsk Po serii tekstów na temat V LO i Szkoły 2.0 napisał do mnie Damian Muszyński, pedagog-medioznawca z Uniwersytetu Gdańskiego. Pan Mu

  • Bez netu nie ma nauki

    Aleksandra Kozłowska, Gdańsk Wśród nauczycieli V LO w Gdańsku na pewno wyróżnia się mocnym "zinternetowaniem". Jak zresztą mogłoby być inaczej? Jarosław Drzeżdż

  • Demokracja to... klawiatura (komputera)

    Aleksandra Kozłowska, Gdańsk Krzysztof Rześniowiecki, nauczyciel Wiedzy o Kulturze i szkolny pedagog w V LO, jako jedyny Polak właśnie przeszedł do finału międz