Blog > Komentarze do wpisu
Ołówek też można popsuć
- Słuchając teoretycznych rozważań na temat barier wprowadzenia TIK w szkołach doszedłem do zaskakującego wniosku, że w praktyce wprowadzenie nowych technologii do szkół jest to o wiele łatwiejsze, ponieważ większość barier, które wymyślają przy tym ludzie, praktycznie nie istnieje - pisze do mnie po debacie Andrzej Grzybowski, informatyk i anglista w Jarocina. - Jeśli boimy się dać uczniom komputer, bo go może zepsuć, to zabierzmy mu także ołówek !

W naszej debacie „Laptop dla pierwszoklasisty” Grzybowski jako jedyny z Polski wystąpił w roli praktyka z doświadczeniem  - tylko w Jarocinie każda podstawówka i gimnazjum została wyposażona w laptopy dla uczniów. I teraz ćwiczą na własnej skórze, to co ewentualnie czeka inne szkoły. O ile rząd zrealizuje swój projekt  i rzeczywiście kupi uczniom komputery.

Grzybowski jechał na debatę w nadziei, że ta uspokoi jego nieustający dylemat, czy to dobry był pomysł z tym kupowaniem szkołom laptopów. Liczył też że znajdzie jakieś nowe pomysły na rozwiązanie jarocińskich problemów. Z grubsza można je sprowadzić do dwóch pytań: Jak namówić nauczycieli, żeby zechcieli korzystać z komputerów na lekcjach? Jak ciekawie można komputery na lekcjach używać?

Siłą rzeczy debata nie dobrnęła do punktu drugiego i tylko musnęła pierwszy. Zawiesiła się na rozważaniach - czy kupować? a jeśli już to: rozdawać, czy wypożyczać? pozwolimy zabierać do domu , czy każemy zostawić w szkole? Na sali mnóstwo wątpliwości: z czy warto wydać pieniądze na komputery, jeśli większość uczniów ma je w domach? Po co kupować komputery, jeśli nie ma oprogramowania edukacyjnego? Co jeśli uczniowie je popsują, sprzedadzą albo ktoś im ukradnie? Wreszcie - po co komputery, skoro nauczyciele nie są szkoleni, jak ich używać w klasie!

- Ludzie mają z tym problem większy, niż ja! - mówi mi Grzybowski już po debacie. Zdumiony, ale też uspokojony. Przekonał się, że ilu ludzi, tyle dylematów wokół nowych technologii. - W takim razie, nie ma się czym przejmować. Trzeba po prostu próbować na własną rękę - postanowił.

Już w trakcie debaty nie wytrzymał i wybuchł:- My tu te komputery demonizujemy, zupełnie, jakbyśmy ich sami nie używali. Przecież to zwyczajny sprzęt. Czemu go żałować uczniom? Bo zepsują? To odbierzmy im też przedmioty.  W końcu jeśli dajemy dziecku piórnik, może też go nie  będzie mogło otworzyć, bo zatnie się zamek? A skoro  go już otworzy i wyjmie ołówek, może mu się ten ołówek złamać. Czy w takim razie lepiej nie dawać dziecku  piórnika, ze strachu że coś mu się może stać?

Po debacie Grzybowski natychmiast postanowił - jak się da, chcemy robić pilotaż programu w Jarocinie. W końcu już to ćwiczymy na własnej skórze.

 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011, olapez

Polecane wpisy

Komentarze
2011/04/18 11:06:10
Ile waży tornister pierwszoklasisty? Ile będzie ważył razem z laptopem? Jaki to będzie % masy ciała dziecka? Dlaczego dzieci coraz gorzej piszą?
Tornister mojego dziecka (najlżejszy na rynku) z książkami i zeszytami waży 20-25% masy jego ciała. Czy są jakieś normy, ograniczające obciążenie dziecka?
Czy są jakieś normy dietetyczne dotyczące obiadów szkolnych? Czy są normy określające zagęszczenie w szkolnych świetlicach? Czy jest określony maksymalny czas oczekiwania na autobus szkolny? itd itd
PO nie kupuje laptopów dzieciom. PO kupuje sobie głosy w najbliższych wyborach.
-
2013/01/22 15:23:08
Sprawdźcie koniecznie [a="www.rankingmlm.com/managermlm/articles/article?id=566]arum sa opinie[/a].