czwartek, 20 maja 2010
Da się poznawać lirykę w pracowni komputerowej
Komputery włączone, na ekranach tabelki. To lekcja... polskiego. Mało tego, lekcja o poezji lirycznej. Pracujemy nad subtelnymi wierszami Haliny Poświatowskiej.
Nauczyciel 2.0. Cała fizyka do pokazania w internecie
Informatyka to jego hobby, ale w szkole uczy fizyki. Pokazuje uczniom filmik z internetu, na którym most wali się pod wpływem drgań wywołanych przez wiatr.
Internet istnieje od zawsze
Dokończ zdanie: ”Co to jest internet dowiedziałem się od.... Uczeń gimnazjum: ” Nie pamiętam. Chyba z internetu”
Plecaki pójdą w kąt. Tylko kiedy?
Mój syn nie dźwiga ciężkiego plecaka do szkoły. Ma to szczęście, że chodzi do wyjątkowej podstawówki: nie dość, że to szkoła integracyjna, gdzie dzieci zdrowe uczą się razem z niepełnosprawnymi, to jeszcze uczniowie od pierwszej do trzeciej klasy uczą się w jednej i tej samej sali. Zaleta jest taka, że każdy z nich ma swój stolik. Stolik ma otwierany blat i kryje schowek na przybory do pisana, zeszyty i książki. Jeżeli dana książka nie jest potrzebna do odrobienia pracy domowej, zostaje w klasie. I nie wędruje z moim dziewięciolatkiem w plecaku. A on nie dźwiga, kręgosłup mu się nie wykrzywia i tak dalej.
Trochę głupio, że ja, stary chłop...
Pobyt w Cieślach nie daje mi spokoju. Do dzisiaj. Może późniejszy powrót do Elektryka to sprawił? Nie jestem pewien. Choć chyba tak. To jest to. Dzieci. Idealnie plastyczny i mentalny materiał do modelowania. A raczej do pchnięcia w odpowiednią stronę. Dzieci, które niczym nieskażone, lada chwilę wyruszą w dorosły świat. Dzieci, które jeszcze jest czas do tego przygotować. Dzieci, którym starczy tylko wskazać drogę...
środa, 19 maja 2010
Zazdroszczę im...
...tych wszystkich zdjęć im zazdroszczę. Lada dzień rozpoczną się szkolne wycieczki,z których uczniowie przywiozą masę wspomnień uwiecznionych na setkach...tak, tak..setkach zdjęć. Potem wrzucą na Google Picasa i już...A ja klisze wywoływałam i listę kolejkową sporządzałam :)
Na gadulcu się nie spotykają
...bo numerami Gadu Gadu z nauczycielami się nie wymieniaj. Za, to ponad połowa uczniów "pierwszego" podała im swojego e-maila. Rzeszowscy licealiści przekonują, że prace domowe piszą samodzielnie, a lektury wolą przeczytać niż obejrzeć w wersji filmowej - skąd o tym wiem? Wyczytałam w ankietach, które na moja prośbę wypełnili
ZX Spectrum w pracowni komputerowej
Czyżbyśmy byli pionierami szkoły 2.0 w Polsce? I to w czasach, kiedy naprawdę większość osób nie miała pojęcia, do czego służy komputer?
Bez netu nie ma nauki

Aleksandra Kozłowska, Gdańsk

Wśród nauczycieli V LO w Gdańsku na pewno wyróżnia się mocnym "zinternetowaniem". Jak zresztą mogłoby być inaczej? Jarosław Drzeżdżon uczy matematyki i informatyki.

Aleksandra Kozłowska: Jaki Pana zdaniem przedmiot jest w szkole najważniejszy?

Jarosław Drzeżdżon: Oczywiście, że technologia informacyjna oraz informatyka. He, he, prawie każdy tak powie o swoim przedmiocie. Ale fakty są takie, że umiejętności związane z zastosowaniem komputerów są wykorzystywane poza szkołą, w pracy, towarzysko, by załatwić sprawy urzędowe. A gros wiedzy i umiejętności przedmiotów w szkole po zakończeniu edukacji jest zapominana, ponieważ ich po prostu nie stosujemy – może w teleturniejach, czy krzyżówkach. Uważam, że twierdzenie iż wiedza z innych przedmiotów rozwija, to mydlenie oczu, bo wiedza ta jest z reguły przekazywana schematycznie i encyklopedycznie, np. pamiętam z czego składa się komórka, a rozpoznawanie grzybów jest już wielką tajemnicą, ile wydobyto węgla w Chinach w 1950 ? - po co właściwie dostawałem takie pytanie na odpytywaniu z geografii?

Czyli informatyka rządzi?

- Dobrze by było, ale tu pojawia się problem nauczycieli. Bo nauczyciele informatyki - to, o mamo, zgroza. Mało jest nauczycieli, którzy nadają się do tego zawodu. Prestiż nauczyciela informatyki jest - mówiąc językiem dyplomatycznym - mały, nijaki. Cóż, uczniowie, którzy
nierzadko posiadają większe umiejętności używania komputerów niż nauczyciele po prostu się z nich śmieją. Brak wizji nauczania informatyki i technologii informacyjnej nadrabiają nauką Microsoft Office'a o clickologii ikonek programu. A sami mają problemy z poprawnym zredagowaniem CV. Same ikonki nie wystarczą.

A Pan czego uczy?

- Programowania. Zdarza się, że przychodzą tacy pierwszoklasiści przyzwyczajeni do tego, że na informatyce to się gra w gierki i siedzi na gg. Więc patrzą na mnie lekko z góry: E, co on tam może nam powiedzieć, czego sami nie wiemy. A tu niespodzianka. Bo ja uczę programowania, i to na serio. Od trzech lat działa u nas projekt „spoj” (www.spoj.pl). Cała zabawa polega na tym, że ja tworzę zadania, a uczniowie je sami rozwiązują, czyli czytają, czasami szukają informacji w necie, piszą program komputerowy, wysyłają rozwiązanie, otrzymują informacje zwrotną - program nieprzyjęty, poprawiają, wysyłają ponownie i straszne się cieszą, że się udało, że są lepsi od kolegi, koleżanki, nauczyciela. Uczniowie uczą się więc programowania w sposób indywidualny, lepsi uczniowie rozwiązują trudniejsze problemy, słabsi tylko te łatwe. I każdy jest zadowolony. Uczeń - uff - zaliczył kolejny program, nauczyciel - uczniowie robią programy.
Nigdy jednak nie udaję, że wiem wszystko. Zaraz na pierwszej lekcji pokazuję na tablicę mówiąc, że to cała informatyka. Kilkanaście cm od krawędzi rysuję pionową linię i ten mały fragment zaznaczam jako to, co ja wiem, a gdzieś jeszcze bliżej zaznaczam linię i mówię: a tyle wy wiecie.

 A co z netykietą? Uczy ich Pan zasad zachowania się w necie?

- Oczywiście. Netykietę mają już dzieciaki w podstawówce. Ale trzeba też pamiętać, że każdy uczeń jest inny, wymaga indywidualnego podejścia i nauczyciel sam powinien wyczuć jak reagować, np. gdy trafi na „imprezowe” zdjęcia niepełnoletnich – bo moim zdaniem to ich prywatna sprawa, co tam wrzucają. To młodzież w takim wieku, kiedy wszelkie zakazy irytują. Co innego, gdy w grę wchodzi łamanie prawa. Ale w Polsce prawo karne nie ściga za ściąganie plików, tylko za ich rozpowszechnianie. Za ściąganie np. muzyki czy filmów może ich pozwać właściciel praw autorskich z kodeksu cywilnego. I tak uczniom to przedstawiam. Łamaniem prawa jest też floodowanie, czyli wysyłanie jednej i tej samej wiadomości na jeden adres, no np. tysiąc razy. Mieliśmy raz taki przypadek, że uczniowie, którym właśnie pokazałem nowy program, wykorzystali go do floodowania i wysłali do Google`a setki mejli. Mieliśmy zagwozdkę: wzywać prokuraturę czy nie? Skończyło się na poważnej rozmowie.

Czy na informatyce uczniowie też kopiują gotowce z sieci? Jak Pan to sprawdza? Jak reaguje?

- Nie unikniemy całkowicie ściągania gotowych odpowiedzi, napisanego przez kogoś innego algorytmu, próby zaliczenia nie swojego programu lub programu z nieznacznymi zmianami lub po prostu zakupienie program u innego ucznia. Ale zadajmy sobie pytanie, czy oszukują mnie, czy siebie? Dziś udało mu się zaliczyć, ale jutro to może go o wiele więcej kosztować... Staram się na zajęciach informatyki prezentować treści i problemy z życia wzięte lub tematy, które zostaną zgłębione na studiach. Jeśli teraz uczeń się nie przyłoży, później, być może już na studiach będzie za to płacił nieprzespanymi nocami, stresem, wykosztuje się na korepetycje lub kursy, a np. taki kurs z podstaw programowania w C++ kosztuje ok. 3000zł.
Sprawdzenie kilkuset programów jest niewykonalne, raczej sprawdzam wyrywkowo programy i je porównuję; oprogramowanie portalu spoj.pl: online judge dokonuje za mnie weryfikacji programu pod względem poprawności i rozwiązywalności zadania. Ponadto każdy uczeń w ciągu roku szkolnego wykonuje dwa projekty semestralne, które mają tak określoną formę, że ciężko było by je ściągnąć z Internetu – wymagają kreatywności ucznia, a ponadto uczeń sam na lekcji dokonuje prezentacji projektu na forum klasy. Oczywiście miałem sytuacje, gdy musiałem zgłosić dyrekcji plagiat. Na szczęście zdarza się to stosunkowo rzadko.

 Dzisiejsi nastolatkowie to pierwsze pokolenie, które nie pamięta czasów sprzed Internetu. Dostrzega Pan w nich jakieś inne plemię?

- Młodzi ludzie to osoby, które nie wyobrażają sobie już odrabiania pracy domowej bez Internetu, zdobywania informacji w innym miejscu niż w Internecie. Więcej, ja nie wyobrażam sobie edukowania bez Internetu. Kilka dni temu oznajmiłem swojemu 10-letniemu synkowi, by poszukał odpowiedzi na pytanie z pracy domowej na stronach Wikipedii. Po chwili, sam byłem zdziwiony jak smyk w googlach wpisywał pytanie z pracy domowej. Przeżyłem szok... 10 letni malec.
Internet z całą pewnością zmienił i nadal zmienia młodych - ich światopogląd, osobowość, kreuje również ich życie towarzyskie. Na szczęście jest to również pokolenie, które nie demonizuje internetu jak ich rodzice lub dziadkowie. Tak, można ich nazwać już cyberpokoleniem lub plemieniem XXI wieku – wieku informacji.

 

19:01, olla.kozlowska , Trójmiasto
Link Komentarze (1) »
Nie rozumiem

Nie jestem najlepszym bloggerem. Taka jest prawda. Staram się, ale jakoś opisywanie tego, co mi się danego dania przydarzyło w intnerecie, nie bardzo mnie fascynuje. Komputer jest mi potrzebny do pracy, czasem przydatny w domu, ale jeśli nie ma takiej potrzeby, nie włączam go. Dlatego ciężko mi pojąć co sprawia, że uczniowie czytają gazety w internecie, szukają w sieci informacji na lekcje. Dlaczego wolą wirtualną rzeczywistość od dobrej książki? Co jest takiego w tych grach komputerowych, stronkach, portalach, komunikatorach? Najbardziej dziwi mnie to, że młodzi ludzie zupełnie rezygnują ze swojej prywatności. Uwielbiane przez nich nowe technologie sprawiają, że praktycznie są pozbawieni prywatności. Zawsze można sprawdzic w internecie co robili, jak długo, obejrzeć zdjęcia z jakiejś imprezy. Rozmyślam nad tym od kilku dni, ale po prostu tego nie rozumiem.

Marta Bełza, Olsztyn

17:37, marta.belza1 , Olsztyn
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31