poniedziałek, 17 maja 2010
Moje liecum było odlotowe!
Mam 31 lat, zajmuje się akcjami społecznymi w „Gazecie”. Do swojego liceum poszłam na przeszpiegi, by rozeznać temat „nowych mediów” w szkole. Właściwie to wpadłam tam między siłownią a pracą. Akurat jest po drodze, przy samym Metrze Politechnika w centrum Warszawy. Metro uruchomili jak byłam w drugiej klasie. Skok cywilizacyjny. Nagle z Ursynowa mogłam dojechać w 16 minut zamiast tłuc się bitą godzinę w tłoku. Choć tłok w 505 miał swoje zalety. jeździł nim też Tomek z klasy wyżej o bosko niskim głosie i szopie kręconych włosów... Ale nie o tym miało być! Kurczę, ciężko pisać o szkole średniej, bo przywołuje burzę wspomnień. Chyba pół mojego życia upłynęło w liceum. Tyle przygód, miłości, ciekawych ludzi, odkrywanych talentów, tyle stresów, kłótni, niebezpieczeństw, dumy. Pierwsze upicia, pierwsze pocałunki, pierwsze noce poza domem, pierwsze pały i wyróżnienia na forum całej szkoły. Czas dorastania jest cholernie trudny, ale może być cudowny. Mój taki był. I na pewno dlatego, że moja szkoła była odlotowa!
wtorek, 11 maja 2010
Demotami w Wikipedię, czyli spór o źródła
Jak wytłumaczyć uczniom, że Wikipedia to nie zawsze najlepsze źródło wiedzy? Pan Darek ma sposób – przez Demotywatory.
Każdy chciał być krasnalem
Tak do końca nawet nie pamiętałem, co robiłem na informatyce w szkole i czy w ogóle ją miałem. Spytałem o to kolegów ze starej klasy. - Jak to co robiliśmy? Graliśmy w Nibbles! - odpowiedzieli chórem.
Zlikwidowali mi szkołę

Miałem odwiedzić starą szkołę, ale mi ją zlikwidowali. Niby budynek z zewnątrz wygląda jak dawniej, ale na murze wisi tabliczka jak na jakimś muzeum: „ W tym budynku w latach 1983-2003 mieściła się szkoła podstawowa nr 315”.

Dziś w budynku zamiast podstawówki mieści się gimnazjum. Targówek nam się zestarzał i po reformie edukacji potrzebna była szkoła dla starszej młodzieży. Zatem po raz pierwszy w życiu ruszam do gimnazjum.


12:56, jakub_chelminski , Warszawa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 maja 2010
Nauczyciel informatyki prawie jak router. Prawie robi wielką różnicę...

Pogranicze aglomeracji warszawskiej. Liceum, dawniej lokalnie elitarna szkoła, dziś na dużo niższej pozycji.

Rozmawiam z nauczycielką, która bynajmniej nie naucza informatyki. To chyba odpowiednia osoba, która w miarę obiektywnie może ocenić sytauację, tym bardziej, że to znajoma i powie mi więcej niż jej koleżanki i koledzy. Dyrektorka by koloryzowała i nie mówiła o wszystkim, o informatyku za chwilę, a uczniowie patrzą tylko z perspektywy gier komputerowych i "naszej-klasy".

W szkole są dwie pracownie komputerowe. Działa jedna. Drugiej informatyk nie ma czasu podłączyć. Dosłownie. Sprzęt stoi i kurzy się. Jakiś czas temu o podobnej sytuacji w którymś z ministerstw pisały media.

Internet jest w pracowni internetowej. Dostępny na lekcjach i podczas przerw, pod warunkiem, że informatyk jest w sali. Ale co najciekasze, gdy informatyk wychodzi z pracy, wyłącza serwer i dostępu do internetu nie ma nawet na jedynym sprawnym komputerze w bibliotece (dwa pozostałe zlokalizowane tam urządzenia w ogóle nie działają).

Poza pracownią informatyczną uczniowie (i nauczyciele) mogą korzystać z komputera tylko w bibliotece, pod warunkiem, że bibliotekarka i informatyk nie skończyli jeszcze pracy, i że nikt inny w tym momencie z niego nie korzysta.

Nauczyciele, o ile w ogóle wykorzystują internet i komputer do celów zawodowych, to używają swojego prywatnego sprzętu. Z drukowaniem w szkole też bywa problem. Wystarczy, że posypie się drukarka w sekretariacie...

Dla większości uczniów internet jest instrumentem służącym do zabawy i rozrywki. Portale społecznościowe, w szczegolności nasza-klasa, służą przede wszystkim jako miejsce do "lansowania się". Zdjęcie z chłopakiem lub dziewczyną, lśniące stare BMW, ciekawe miejsce lub impreza. To doskonały sposób na budowanie swojej pozycji i relacjonowanie tego, co w życiu młodych ludzi się dzieje.

A jak internet wykorzystywany do celów edukacyjnych? "Kopiuj" i "wklej" to chyba najczęściej wykorzystywane funkcjonalności. Bezmyślne kopiowanie. Rzadko kiedy wkładają wysiłek w przeredagowanie tekstu.

Szkoła ma pakiety płyt DVD do różnych przedmiotów, ale z dostępem do telewizora z DVD jest problem - jest ich zbyt mało, a kiepskie warunki lokalowe powodują, że nie zawsze można się zamienić salami z mniejszą klasą (a czasem się po prostu nie chce). Więc materiały te wykorzystywane są bardzo rzadko.

W każdej klasie jest kilku uczniów (2-5 w zależności od profilu klasy), którzy aktywnie wykorzystują narzędzie, jakim jest internet: potrafią wyszukiwać cenne informacje  przydatne w szkole. I robią to w krytyczny sposób. Potrafią tworzyć multimedialne prezentacje, wykresy czy tabele. Wykorzystują dostępne programy przydatne choćby w nauczaniu języków obcych.

Dyrekcja i pedagog są bardzo wyczuleni na "nadużycia" związane z wykonywaniem zdjęć przy użyciu komórek - zdjęć robić nie można. Obawa dotyczy przede wszystkim tego, by szkoła nie stała się "bohaterem" któregoś z programów interwencyjnych...

Nauczycielka z którą rozmawiałem naucza angielskiego - chętnie by wykorzystywała internet w dużo szerszym zakresie, ale połowa młodzieży nie ma w domu do niego stałego dostępu (młodzież dojeżdżająca z prowincji). W szkole jak napisano powyżej - internet jest ale jakby go nie było, a PKS do niektórych wiosek jeżdzi co 3 godziny. Ale to już inny temat...

 

 

16:12, wojciech.krupa , Warszawa
Link Dodaj komentarz »
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31