środa, 19 maja 2010
Nie rozumiem

Nie jestem najlepszym bloggerem. Taka jest prawda. Staram się, ale jakoś opisywanie tego, co mi się danego dania przydarzyło w intnerecie, nie bardzo mnie fascynuje. Komputer jest mi potrzebny do pracy, czasem przydatny w domu, ale jeśli nie ma takiej potrzeby, nie włączam go. Dlatego ciężko mi pojąć co sprawia, że uczniowie czytają gazety w internecie, szukają w sieci informacji na lekcje. Dlaczego wolą wirtualną rzeczywistość od dobrej książki? Co jest takiego w tych grach komputerowych, stronkach, portalach, komunikatorach? Najbardziej dziwi mnie to, że młodzi ludzie zupełnie rezygnują ze swojej prywatności. Uwielbiane przez nich nowe technologie sprawiają, że praktycznie są pozbawieni prywatności. Zawsze można sprawdzic w internecie co robili, jak długo, obejrzeć zdjęcia z jakiejś imprezy. Rozmyślam nad tym od kilku dni, ale po prostu tego nie rozumiem.

Marta Bełza, Olsztyn

17:37, marta.belza1 , Olsztyn
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 maja 2010
Szkoła na miarę XXI wieku

Jest taka w Olsztynie. To placówka przy ul. Kołobrzeskiej, gdzie mieści się Gimnazjum nr 3 oraz XI Liceum Ogólnokształcące. Tutaj uczniowie nie dźwigają na lekcje ciężkich podręczników. Zamiast tego otrzymują od nauczycieli karty pracy z ćwiczeniami, mapkami, wykresami. Nie muszą przepisywać z tablicy tematu, nie tracą czasu na notowanie treści zadań. Na zajęciach oglądają filmy dokumentalne, słuchają reportaży radiowych. W klasach są tablice multimedialne, komputery. Po prostu nowoczesność.

w szkole jest monitoring

Każdy uczeń ma własny adres mailowy założony na szkolnych serwerach, dzięki któremu może kontaktować się nie tylko z kolegami z klasy, ale również z nauczycielami. W budynku jest wszystko, czego uczniowie potrzebują: szkoła językowa, klub sportowy, poradnia pedagogiczno-psychologiczna, a nawet szkoła nauki jazdy. - Kiedy jeszcze jako uczennica podstawówki przyszłam tu na dni otwarte, doznałam szoku - opowiada gimnazjalistka z „trójki”. - Ja tylko powiedziałem „wow” i szczęka mi opadła, kiedy to wszystko zobaczyłem - dodaje jej kolega. Nauczyciel, który chce tu pracować, musi być gotowy na technologiczne wyzwania. Od września w szkole mają ruszyć pracownie przedmiotowe, w których każdy uczeń będzie miał do dyspozycji komputer. Po co? Żeby młodzi ludzie wiedzieli jak poszukiwać pożytecznych informacji, gdzie szukać odpowiedzi na pytania, jak przygotowywać projekt. Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem tej multimedialnej szkoły. Tym bardziej, że uczniowie także są nią zachwyceni. Marta z trzeciej klasy chce uczyć się od nowego roku w V Liceum Ogólnokształcącym. Powiedziała mi, że z przerażeniem myśli o tym, że znów będzie musiała pisać w zeszytach.

nowoczena lekcja w Gim. nr 3

To nie jest tak, że technika zastępuje nauczycieli. To jest ułatwienie dla dzieciaków, ale pedagodzy nie mogą ograniczyć się do czytania z ekranu. Jak tłumaczą, uczniowie zaraz by to wyłapali. Muszą dopowiadać do tego, co prezentują na multimediach. Poza tym starają się pokazywać dzieciakom jak mądrze korzystać z internetu, jak weryfikować informacje. Pozazdrościć.

Marta Bełza, Olsztyn

15:03, marta.belza1 , Olsztyn
Link Komentarze (1) »
Słowo o dyrektorze

Jeszcze na chwilę powrócę do podstawówki. Atmosfera w szkole na pewno nie byłaby tak wyjątkowa gdyby nie jeden człowiek – dyrektor Stanisław Gierba, który zarządza placówką do dziś. To już prawie 30 lat. Na pytanie: czy panu jeszcze chce się pracować? bez wahania i zdecydowanie odpowiada: „tak!”.

Dyrektor - wysoki postawny mężczyzna wciąż gnający przez korytarze budził w nas respekt, ale na pewno nie strach. Zawsze znajdował czas, żeby porozmawiać i pożartować  z uczniami. I wprowadził do SP 25 wiele tradycji. Np. podczas pasowania na ucznia. Po powitaniu pierwszoklasistów i wytłumaczeniu im obowiązków szkolnych dyrektor wyciągał mały dzwoneczek. Jego dźwięk oznaczał, że oto zaczęliśmy naszą naukę w podstawówce. Stanisław Gierba obiecywał, że kiedy będziemy opuszczać mury szkoły, pożegna nas brzmienie znacznie potężniejszego dzwona. I słowa dotrzymał. Ta tradycja podtrzymywana jest do dziś.

ostatni dzwonek w SP 25

Jako jedna z ostatnich klas oprócz języka angielskiego uczyliśmy się również rosyjskiego. Nikt nie miał serca do tego przedmiotu. Byliśmy pokoleniem wychowanym w duchu, że wszystko co dobre dzieje się na Zachodzie. W ósmej klasie lekcje rosyjskiego zaczął prowadzić dyrektor. W końcu nie musieliśmy wkuwać odmiany rzeczowników czy czasowników. Czasami przynosił na zajęcia akordeon. Zamiast powtarzania słówek uczyliśmy się piosenek. I to nie rosyjskich, ale głównie góralskich przyśpiewek. Przy wystawianiu ocen dyrektor również nie był najsurowszy. Większość klasy skończyła ze stopniami dobrymi lub bardzo dobrymi. Rosyjskiego nie umiem do dziś, ale za to lekcje z dyrektorem wspominam jako jedne z najciekawszych w moim życiu.

Z racji wykonywanego zawodu czasem zdarza mi się odwiedzać SP 25. Dzieje się tak przy okazji sprawdzianu szóstoklasistów czy końca roku szkolnego. I zawsze jest ekscytująco. A to dyrektor przebrany za kosmitę życzy uczniom udanych wakacji albo biega po salach z figurką kominiarza na szczęście, którego mogą dotknąć zanim zaczną rozwiązywać zadania.

Teraz pan dyrektor również mnie nie zawiódł. Kiedy zadzwoniłam, że chcę wrócić do szkoły, nie robił żadnych problemów. Wszyscy przyjęli mnie bardzo serdecznie. To były bardzo miłe dwa dni. Dziękuję, Panie Dyrektorze.

Marta Bełza, Olsztyn

14:43, marta.belza1 , Olsztyn
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 maja 2010
Kolejny dzień pełen wrażeń

Dziś grzecznie chodziłam na lekcje. Całe szczęście zajęcia zaczęły się dopiero o 8.50, dlatego udało mi się nie zaspać. A ja zdecydowanie nie lubię wcześnie wstawać. W szkole widać postęp, ale nie ma jakiejś drastycznej zmiany od czasów, kiedy ja byłam uczennicą. Może i dzieciaki są wychowane na internecie, ale mam wrażenie, że w czasie lekcji szczególnie im ich nie brakuje. Są również przedmioty, gdzie tradycyjny sposób nauczania sprawdza się jak najlepiej. Np. dziś byłam na muzyce. Nauczyciele ubolewają, że w programie jest coraz mniej zajęć rozwijających wyobraźnię czy zdolności manualne. A dzieciaki bardzo je lubią. Miałam szansę się o tym przekonać. To nieprawda, że teraz słucha się tylko Dody czy innych popowych artystów. Maluchy wpadły w prawdziwy entuzjazm, kiedy pan oświadczył im, że będą śpiewać piosenkę o nadejściu wiosny i zasiadł przy fortepianie. Równie radośnie została przyjęta wieść o tym, że będą grać na instrumentach: grzechotkach, tamburynach, bębenkach.

dzieciaki pytały mnie o moje wspomnienia ze szkoły

Są jednak przedmioty, gdzie sposób przekazywania wiedzy zmienia się na lepsze w porównaniu do tego, co nam szkoła mogła zaoferować. Byłam na lekcji języka angielskiego, podczas której nauczycielka korzystała z tablicy multimedialnej. Niesamowite! Zrobiło to na mnie kolosalne wrażenie. Pani ma podłączonego laptopa z programem zawierającym materiał z podręczników. Było kolorowo, obrazkowo, muzycznie. Nawet jak chciałabym opisać obrazowo jak to wyglądało nie potrafię. W porównaniu z naszymi lekcjami języka angielskiego - kosmos! My grzecznie siedzieliśmy w ławkach, pani pisała na tablicy schemat zdania w danym czasie i tłukliśmy to w nieskończoność. Na dzisiejszej lekcji wszystko było podane w formie zabawy i dzieciaki chcąc nie chcąc zapamiętywały słówka i gramatyczne zasady. Niestety, tablica jest na razie tylko jedna. Szkoła otrzymała ją dzięki współpracy z wydawnictwem edukacyjnym. Ale dyrekcja musiała sporo do tego dołożyć: zadbać o odpowiednie rolety do okien, które nie będą przepuszczały światła, o komputer, wieżę, która jest do niego podłączona, rzutnik. To nie są tanie rzeczy, dlatego wyposażanie innych sal w podobny sprzęt musi potrwać.

lekcja angielskiego

Inaczej też jest na informatyce. My uczyliśmy się w podstawówce teorii, pisaliśmy sprawdziany z definicji komputera. Teraz ważna jest praktyka, a nie teoria. Dzieciaki dowiadują się, np. jak przygotować prezentację w Power Poincie. To ma zdecydowanie większy sens.

Marta Bełza, Olsztyn

17:31, marta.belza1 , Olsztyn
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 maja 2010
a na relację trzeba poczekać

Jak już wspomniałam, byłam dziś w swojej podstawówce. Było miło, przyjemnie i naj, naj..Ale jak prawdziwy uczeń po powrocie do domu, rzucam plecak i zajmuję sie przyjemnymi sprawami. Dość pisania i czytania. Teraz odpoczywam. Dlatego na relację i zdjęcia ze szkoły zainteresowani będą musieli poczekać do jutra. Koniec i kropka. Nawet jak mi szef wstawi za to uwagę do dzienniczka:)

Marta Bełza Olsztyn

17:29, marta.belza1 , Olsztyn
Link Dodaj komentarz »
Miałam wracać do liceum

A jednak na razie zostaję w podstawówce. Choć dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1, w którym mieście się moje LO II przychylnie odniósł się do mojej prośby okazało się, że nauczyciele chcą sie przygotować na mój powrót. Dziś wyruszyłam zatem do podstawówki. I było bardzo, bardzo fajnie:) Jeszcze nigdy jako uczennica szkoły pdstawowej nie piłam na lekcjach kawy:) Miłe doświadczenie.

Ale jeszcze słowo o moim liceum. Kiedy na początku swojej pracy, powiedziałam w redakcji, jakie liceum ukończyłam usłyszałam kawał: Przychodzi nauczyciciel do szkoły i mówi do uczniów - Musicie nauczyć się na pamięć 500 stron. Uczniowie LO VIII odpowiadają "nie chce nam się", uczniowie LO I pytają: "po co mamy to robić?", a LO II "na kiedy":D

Takie właśnie było LO II. Wszyscy bardzo dbali o to, aby poziom był wysoki. Ale nie ma co ukrywać: lubiliśmy się też bawić. A imprezy nie zawsze były spokojne.

Do dziś spotykam niektórych ludzi z klasy. Nadal przyjaźnię się z Aśką i Domelem - moimi nieodłącznymi towarzyszkami ze szkolnej ławki. Ostatnio spotkałam Martusię, która jest w ciąży. Od czasu do czasu rozmawiam z Magdą M. żeby umówić się na kolejne spotkanie, które z braku czasu nigdy nie dojdzie do skutku:) Msiek, czas to zmienić!!! A dziś niespodziewanie w LO II spotkałam druga Dominikę, której nie widziałam od czasów szkoły. Ale nie ma co ukrywać. Możemy wracać, zasiadać w szkolnych ławach, ale już nie jesteśmy tacy piękni i młodzi jak kiedyś :) Na dowód naszej dawnej urody załaczam zdjęcie z czasów licealnych. Podziwiajcie;)

ja jestem nad tym uroczym chłopakiem Michałem z jedynką w ręku:)

17:25, marta.belza1 , Olsztyn
Link Dodaj komentarz »
Cudowne lata

Wielu rodziców nie chce, aby ich dziecko uczyło się w dużej szkole. Obawiają się anonimowości, tego, że nauczyciele nie dostrzegą ich pociechy w tłumie. A ja chodziłam właśnie to takiej szkoły. I wspominam ją bardzo dobrze. W 1990 roku zaczęłam naukę w pierwszej klasie Szkoły Podstawowej nr 25 przy ul. Wańkowicza 1. Chodziły tam dzieciaki z okolicznych blokowisk, głównie z Nagórek, ale też z dawnej ul. Sikorskiego – tak jak ja. Nie było to dla mnie obce czy przerażające miejsce. Do tej samej szkoły chodził mój starszy brat i większość dzieciaków z podwórka.  Kiedy miałam sześć lat, rodzice zapisali tam mnie do zerówki. I było fantastycznie. Uwielbiałam rytmikę, mieliśmy zajęcia sportowe, uczyliśmy się czytać, pisać i liczyć.  Grupę prowadziła pani Lusia. Tak ją uwielbialiśmy, że często nie chcieliśmy wracać po zajęciach do domu. Trochę mniej przyjemnie zaczęła się moja przygoda z pierwszą klasą. Choć mieliśmy wspaniałą wychowaczynię panią Zofię, nie podobały mi się ograniczenia związane z nauką. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego cały czas mam siedzieć w ławce, czy przychodzić punktualnie na lekcje. Po kilku dniach męczarni po powrocie do domu rzuciłam plecak na podłogę i oświadczyłam, że nie zamierzam więcej tam wracać. Moi rodzice wiedzieli, że z tak upartym dzieckiem dyskutowanie nie ma większego sensu. Postanowili wziąć mnie na przeczekanie. I mieli rację. Po jakimś czasie zaczęłam się nudzić. Na podwórku nikogo nie było, bo wszyscy siedzieli w szkole. No i zdecydowałam, że warto tam wrócić. Jednak moja beztroska i brak szacunku do reguł obowiązujących w szkole dawały czasami o sobie znać. Wszystko przychodziło mi bardzo łatwo, dostawałam dobre oceny choć właściwie nie zaglądałam do książek. Ale zdarzało się, że dostawałam też jedynki. Dlaczego? Czasem kompletnie wypadało mi z głowy, że trzeba odrabiać  lekcje. Po powrocie do domu, szłam na podwórko i nie myślałam o nauce do następnego dnia.  No i nie rozwiązywałam zadanych ćwiczeń. A później nie mogłam zrozumieć, dlaczego nauczycielka ma do mnie pretensje z tak błahego powodu.

Czas w SP 25 upływał bardzo przyjemnie.  Przez osiem lat traktowałam szkołę głównie jako miejsce towarzyskich spotkań. Byłam gospodarzem klasy, a w starszych klasach działałam w szkolnym samorządzie. Taka działalność interesowała mnie znacznie bardziej niż ślęczenie w książkach. Organizowaliśmy różne imprezy. Największą popularnością cieszyła się chyba mini lista przebojów. Uczniowie przebierali się za znanych piosenkarzy i udawali, że śpiewają ich największe przeboje. W Walentynki działała specjalna poczta, przez którą można było przekazywać życzenia swoim sympatiom. W Mikołajki przebieraliśmy się za pomocników Mikołaja i roznosiliśmy po klasach cukierki. Wydarzeniem był też dyskoteki. Te największe odbywały się na szkolnym łączniku na parterze.

Choć szkoła była duża znałam większość swoich rówieśników. Nie czułam się anonimowa, nie obawiałam się, że ktoś mnie skrzywdzi. Mam wrażenie, że w szkole panował trochę mniejszy rygor niż dziś, mniej było ograniczeń, przepisów. Zdarzało mi się za karę postać w kącie, czasem za gadulstwo wylatywałam też na kilka minut z klasy na korytarz. Teraz ciężko to sobie wyobrazić. Zaraz podniósłby się lament, że dziecko zostało na chwilę bez opieki i było narażone na niebezpieczeństwo.  A nam nic złego się nie działo.

na zabawie w podstawówce

Jako dobra uczennica miałam poczucie, że mogę pozwolić sobie na trochę więcej niż inni. W czasie lekcji biologii odbywał się w szkole kurs na kartę rowerową. Razem z koleżanką powiedziałyśmy nauczycielce, że właśnie się na niego zapisałyśmy i jest to dla nas bardzo ważne. Pani cierpliwie co tydzień zwalniała nas z lekcji. A my oczywiście na kursie nie byłyśmy ani razu. Błąkałyśmy się w tym czasie po szkole, ciesząc się wolnością. Innym sposobem na wydostanie się z lekcji były obowiązki wynikające z przynależności do samorządu szkolnego. Musieliśmy, np. sprawdzać czy nasi koledzy mają obuwie na zmianę. Skład tzw. Sekcji Porządkowej zmieniał się w zależności od potrzeb. Awansowały do niej np. osoby, które miały danego dnia klasówkę, do której się nie przygotowały. Wyciągaliśmy ich z lekcji, bo przecież dbanie o czystość w szkole było ważniejsze niż jakieś ułamki. Nieco kontrowersji budził fakt, że często sami nie mieliśmy zmienionego obuwia. Zdarzały się też zbiorowe ucieczki. Nie wiem czy teraz w szkołach w ogóle istnieje coś takiego. Wystarczyło, że pani od chemii wyszła na zaplecze w poszukiwaniu jakichś preparatów niezbędnych do eksperymentu, żeby połowa klasy dyskretnie się ulotniła. Bardziej ekstremalnie bywało na plastyce, która odbywała się w sali na parterze. Czasem chłopaki dyskretnie oddalali się…przez okna.

Ale były też lekcje, na które chętnie chodziliśmy, np. Kształcenie o Społeczeństwie prowadzone przez panią Renatę.  Tu podręczniki nie miały większego znaczenia. Musieliśmy przede wszystkim rozumieć, o czym mówimy. W ramach prac domowych przygotowywaliśmy różne scenki, odgrywaliśmy role, rysowaliśmy plakaty, braliśmy udział w wyborach. Wszystko to pomagało nam zrozumieć na czym polega demokracja.

Trochę się rozpisałam, ale ciężko streścić osiem lat w kilku słowach. Podsumowując: duża szkoła nie znaczy zła szkoła. Z poczuciem, że wszystko jest bardzo proste, nauka nie wymaga większego wysiłku, a ja jestem dzieckiem urodzonym pod szczęśliwą gwiazdą, zaczęłam naukę w szkole średniej – II Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Małłków. I tu zaczęły się schody…

Marta Bełza Olsztyn

17:12, marta.belza1 , Olsztyn
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 maja 2010
Dyrektorze, no niech Pan się zgodzi!!!

nie nie wrócę już więcej do szkoły/to już się nie zdarzy/nigdy więcej nie pójdę do szkoły/bo jestem za stary (...) dyrektorze no niech pan się zgodzi/bym mógł tu przychodzić/chciałbym znów się zapisać do szkoły/no niech pan pozwoli - prosił Grzegorz Ciechowski w piosence Republiki pt."Nie pójdę do szkoły". Teraz chyba będę musiała przyłączyć się do tego błagania i przekonać dyrektora mojego liceum, aby znów pozwolił mi zasiąść w szkolnej ławie. Lekcje i klasówki to nie jest dla mnie jakieś bardzo odległe wspomnienie.

Urodziłam się w Olsztynie w 1983 roku. W 1990 roku rozpoczęłam naukę w Szkole Podstawowej nr 25 na Nagórkach. Jak było? Fajnie. Choć nie lubiłam specjalnie się uczyć, miałam bardzo dobre oceny i zawsze czerowne świadectwo na pasku. Niektórzy twierdzą, że ta szkoła to moloch, przypadkowa zbieranina dzieciaków z różnych środowisk. A ja pamiętam, że świetnie się w tym tłumie znaliśmy. Miałam mnóstwo przyjaciół, a na przerwach nie nudziłam się nawet przez chwilę. Wszystkie dzieciaki z mojego osiedla chodziły do tej samej podstawówki, razem szliśmy do szkoły i z niej wracaliśmy. SP 25 to przyjaźni nauczycielel i wyjątkowy dyrektor, który zresztą sprawuje tę funkcję do dziś. Czasem nawet odwiedzam moją byłą szkołę z powodów zawodowych: przy okazji sprawdzianów szóstoklasistów czy zakończenia roku szkolnego. Podobnie jest ze szkołą średnią - Liceum Ogólnokształcącym nr 2. To wyjątkowe miejsce. Nauczyciele uczyli nas przede wszystkim samodzielnego myślenia. Wymagali. Niektórzy z nich napawali nas prawdziwym lękiem. Ale jedno jest pewne: to były wybitne osobowości, o których przez lata krążyły legendy. Liceum skończyłam w 2002 roku. Po powrocie ze studiów do Olsztyna zaczęłam pracę w Gazecie Wyborczej. A teraz szef uznał, że powinnam wrócić do szkoły. Nie wiem czy uznać to za komplement - uważa, że jestem dobrą dziennikarką czy wprost przeciwnie - chce żebym nadrobiła braki w edukacji:) Jest tylko jednak rzecz, która mnie przeraża. Nienawidzę wstawać wcześnie rano. Zawsze spóźniałam się na lekcje. Tę tradycję kontynuowałam na studiach. I w pracy. I obowiam się, iż to już nigdy się nie zmieni. Nawet jeśli grozi mi za to uwaga w dzienniczku. No, to jak? Czy mimo mych wad: Dyrektorze czy Pan się zgodzi bym mogła przychodzić?

Marta Bełza, Olsztyn

14:13, marta.belza1 , Olsztyn
Link Komentarze (1) »
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31