wtorek, 18 maja 2010
Bój o kawałek podłogi. I hotspota.
Ile ja walczyłam o ten napis! Ci od wykładzin nie chcieli zrobić, ale się uparłam. Nowa podłoga ma być z adresem mailowym szkoły – powtarzałam. No i jest! – mówi z dumą dyrektorka IV LO Danuta Rodziewicz, zatrzymując się nad paskiem jasnego gumoleum z żółtymi literami.
czwartek, 13 maja 2010
Teoria śrubokrętu, sektor ksero. I opcja "wyślij do wszystkich"
<<< Jest w zwyczaju, że grupy z nowego naboru „poznają się” wirtualnie na Naszej-Klasie już w wakacje. Przed 1 września 2008 r. „odwiedziłam” swoich przyszłych wychowanków - przeanalizowałam wpisy, komentarze i sporządziłam odręcznie notatki o każdym, kto „wirtualnie zaistniał na forum”. Uczniowie zdębieli, gdy później urządziłam „zgaduj-zgadulę”: mieli odgadnąć, o kim jest mowa w moich opisach. To była lekcja odpowiedzialność za wypowiedziane słowa, zamieszczanie informacji w mediach... Kartki z notkami komisyjnie zniszczyliśmy i tak zaczęliśmy OD NOWA miły, ale i pracowity rok pracy. Do tej pory chętnie komunikujemy się przez N-K. Traktuję ją jak elektroniczny dziennik. Szczególnie lubię opcję „wyślij wiadomość do wszystkich”. To spora oszczędność czasu, gdy pojawi się coś ważnego do zakomunikowania >>> Oto belferski debiut na blogu Szkoła 2.0 opisującym IV LO w Szczecinie. O początkach pracy w "czwórce" i multimediach wspomagających kaganek oświaty pisze CZARNA MAMBA, czyli Danuta Bogdanowicz, nauczycielka języka niemieckiego.
Narodziny nowej świeckiej tradycji
Jeszcze króciutko w temacie zdjęć... Nie tych drukowanych na bibliotecznym sprzęcie, ale tych profi, powiększanych nawet do formatu A 1, oprawianych, umieszczanych „pod szkłem”. Otóż w szczecińskim IV LO narodziła się nowa świecka tradycja. Piękna, mądra, pożyteczna – zdjęcia absolwentów. Mnóstwo zdjęć. W formie tableau i tak zwane zbiorówki, pstrykane z balkonu pokoju nauczycielskiego.
wtorek, 11 maja 2010
Zdjęcia się drukuje!
Sentymentalną podróż po „czwórce” rozpoczynam – tak jak obiecałem – od krótkiego wyjaśnienia, co kryje się pod nazwą ELWRO... wrrrrrrr. Był to 8-bitowy mikrokomuter, z pamięcią RAM 64 kilobajtów, ROM 24 Kb (tak, tak, to nie pomyłka!). Grafika 256 x 192 pikseli. Monitor przypominający mały turystyczny telewizorek. Stacja dysków (5,25 cala) – podpięta tylko do „jednostki centralnej”, czyli kompa nauczyciela. Na takim sprzęcie mieliśmy uczyć się informatyki, jako pierwsza klasa mat-info w historii szkoły. Pionierzy jednak nie mają łatwo. Pracownię informatyczną ulokowano w piwnicy. Dokładniej – w schronie. Lekcje opierały się przede wszystkim na teorii. Duuużo pisaliśmy. Komputery w kolorze ecru robiły za scenografię ;
niedziela, 09 maja 2010
Już nie będę spisywał zadań z matmy

Odliczam godziny do poniedziałku. Wracam do szkoły nie tylko we wspomnieniach, ale dosłownie! W szczecińskim  IV LO spędzę kilka dni, by sprawdzić, jak zmieniły się sale lekcyjne, biblioteka, pracownia komputerowa, pokój nauczycielski. Ilu „moich” profesorów jeszcze nie poszło na emeryturę? Kto uczy języka polskiego i informatyki? Jak wygląda stołówka, w której niemal codziennie, przed lekcjami, spisywaliśmy zadania z matmy...

Maturę zdawaliśmy 14 lat temu. Gdy spotykam na ulicy któregoś z nauczycieli lub kolegów, wydaje mi się, że minęło pięć, najwyżej siedem lat. Gdy w ubiegłym tygodniu zaszedłem do szkoły (musiałem się zapowiedzieć ;) – zrozumiałem, że to już nowa epoka. Nie dlatego, że odświeżono kolor lamperii w głównym holu, wstawiono nowe ławki i automat z colą oraz batonikami. Dlatego, że na szkolnych korytarzach spotkałem nie młodszych kolegów, tylko... dzieci sąsiadów. A wśród 40 nauczycieli większość to nowe twarze. Połowa jest mniej więcej w moim w moim wieku.

Zmianę pokoleniową, a jeszcze bardziej – rewolucję technologiczną uświadamił mi tłumek małolatów z komórkami. Siedząc pod ścianą, piszą sms-y, oglądają zdjęcia, przesyłają nowe dzwonki bluetoothem. Jeden przegląda coś na laptopie. Może sprawdza pocztę, może ogląda film albo czyta ulubionego bloga.

Ja – w pierwszej klasie ogólniaka – cieszyłem się, że wreszcie założyli nam w domu telefon (nie mówiło się wtedy „stacjonarny”), a rodzice kupili odtwarzacz kaset VHS. Jeśli chodzi o komputery, byłem na etapie atari i gier wgrywanych z kasety. Rzadko kiedy instalowały się za pierwszym razem... Kolega, który miał commodore amiga i różne fajne gierki na dyskietkach, był królem podwórka!

Pierwszego peceta (PC 486) dostałem chyba w 1995 roku. Pojemność dysku miał taką jak współczesne markowe telefony. Premierowego maila wysłałem („wysłanie nie powiodło się”) na studiach, z kafejki przy akademiku Wtedy też na rynku pojawiły się komórki przypominające telewizyjnego pilota, a nie cegłę! Internet w domu mam podłączony od czterech lat! Muzykę, filmy, zdjęcia przechowuję w laptopie, ale – z przyzwyczajenia – trzymam jeszcze kilkanaście starych płyt i kaset. Sentyment. Bo wideo, dwukasetowy magnetofon, później płyty CD były dla mojego pokolenia synonimem luksusu. Pamiętam, jak trudno było zdobyć kompakt ulubionego zespołu. Pamiętam, jak na Wojska Polskiego (jedna z głównych ulic Szczecina) przy słynnej „ścianie płaczu” ktoś – pod koniec lat 80. - otworzył punkt nagrywania kaset. Płyty przywożone z zagranicy kopiował w niekontrolowanych ilościach, na charakterystyczne czerwone BASF-y. Nikt wtedy nie nazywał tego piractwem. Na album Modern Talking albo Bad Boys Blue czekało się tygodniami.

Dziś muzyka i filmy – tysiące, miliony tytułów – krążą w internecie. Często przed oficjalną premierą. Zdjęcia robione komórką możemy w kilka sekund przesłać na drugi koniec świata. I za darmo (skypem) pogadać z przyjaciółmi w Ameryce lub Australii. Życzenia urodzinowe najszybciej składa się na Facebooku, sprzęt sportowy kupuje na Allegro, bilety rezerwuje na www ticket coś tam. Zdjęcia z urlopu w Egipcie trzeba wrzucić na „n-k”, a śmieszny filmik z imprezy na „you tube”. Nowe media, nowe technologie nie omijają szkoły! Psikus zrobiony nauczycielowi też warto uwiecznić kamerą w telefonie, zdjęcia na blogu nielubianej koleżanki opatrzyć odpowiednim komentarzem.

Na blogu „Szkoła 2.0” ma być tylko optymistycznie! Czekamy na relacje, wspomnienia, komentarze. Piszcie, jak zmienia/zmieniło się wasze liceum i podstawówka? Jak wygląda szkoła waszych dzieci? Czy wolicie rozmawiać z wychowawcą na skype czy na wywiadówce? Czy często zaglądacie do elektronicznego dziennika? Pochwalcie się, jak przygotowujecie się do lekcji (uczniowie i nauczyciele), czy wykorzystujecie internet oraz inne nowe media, czy zadania domowe przygotowujecie/sprawdzacie z wikipedią i google? Czy zapraszacie uczniów/profesorów na portale społecznościowe?

Niech „ciało pedagogiczne” włączy do dyskusji nowe wątki: jak zmieniła się praca nauczycieli przez ostatnie 10-20 lat? Czy Wasza aktywność w internecie powinna być uwzględnia w pensum, skoro przed komputerem spędzacie wiele godzin? Czy macie motywację, by się dokształcać? Udowodnijmy, że każda polska szkoła jest coraz bardziej 2.0.

Byliśmy piękni i młodzi... Moja klasa - I d, wrzesień 1992 r.

Tomasz Maciejewski, Szczecin

sobota, 08 maja 2010
Motorynką do "czwórki"

Moja szkoła – szczecińskie IV LO. W latach 90. uznawane za przeciętne. Wtedy nie miało to dla mnie znaczenia. Wybrałem liceum na „swojej” dzielnicy, gdzie 25-30 lat wcześniej maturę zdawali mama, wujek... oraz połowa sąsiadów. A ja grywałem tam w piłkę. I chodziłem do magla (nie na pogaduszki), bo jedyny taki przybytek w okolicy znajdował się u zbiegu ulic Św. Kingi i Wrocławskiej. „Czwórka” kojarzyła się jeszcze z:

- lodami z automatu (też jedyny punkt w tym rejonie miasta)

- przystankiem tramwaju nr 8

- basenem przeciwpożarowym, w którym... topił się mój wujek (wspomniany na wstępie). Wujek zresztą topił się również w Jeziorku Słonecznym na Gumieńcach, ale raz wyratował go pracownik pobliskiej fabryki, a raz – kolega. Najlepszy kolega!

Jak łatwo wywnioskować – rewir wokół „czwórki” to było dla mnie miejsce kultowe, legendarne, związane z historią rodziny. Zapomniałem wspomnieć, że swego czasu dziadek bardzo aktywnie działał tam w radzie rodziców... I gdyby nie to, że kilkanaście razy zatańczył na studniówce z pewną szacowną Panią Profesor, jego syn (czyli mój wujek ;) miałby spore kłopoty przed maturą. Napisał jednak na piątkę.

Ja też chciałem się jakoś zapisać w dziejach szkoły. Na ogłoszenie wyników egzaminów wstępnych zajechałem więc z fasonem – nową motorynką! Rodzice kupili mi ją przed zakończeniem ósmej klasy. Dla piętnastolatka nie było lepszego prezentu. Chyba że enerdowski simson. Ale romet też robił wrażenie. Zajechałem więc pod szkołę... i wyników osobiście sprawdzać nie musiałem, bo okazało się, że do „czwórki” trafiło też kilku kolegów z podstawówki. Niezwłocznie przekazali mi radosną nowinę: Jesteśmy razem w klasie! Nie dostaliśmy się do TME, ciebie przenieśli do mat-fizu!

TME czyli Technikum Mechaniczno-Energetyczne to był wtedy absolutny top wśród szczecińskich szkół średnich, więc powodów do wstydu nie mieli. Ja głowiłem się, dlaczego zostałem wypisany z kl. ogólnej do matematyczno-fizycznej. Po kilku miesiącach zrozumiałem, że to był jednak dar od losu. Trafiłem do najlepszej - I d. Nasza wychowawczyni – matematyczka miała wprawdzie wątpliwości, czy komisja rekrutacyjna nie popełniła jakiegoś błędu. Po pierwszym półroczu siedemnaście osób było zagrożonych z matmy (!). Ale przecież nie mogło być inaczej, skoro prawie każda odpowiedź przy tablicy kończyła się pałą. To miało nawet swój urok. I bardzo integrowało, bo wszyscy tak samo panikowali, gdy Pani Profesor Bartkowiak wodziła długopisem po liście nazwisk w dzienniku. Jedynkami obdzielała sprawiedliwie, a że któraś z dziewczyn zasłabła podczas odpytywania, a inny „sercowy” rzucił szkołę...

Dziś czasy ogólniaka wspominamy z uśmiechem i łezką w oku. Tworzyliśmy naprawdę zgraną ekipę. Najfajniejsze wycieczki, najładniejsze dziewczyny, najwyższa średnia ocen... A wychowawczynię nam zmienili (prof. Bartkowiak poszła do lepszego liceum). Nazwę klasy zresztą też. Z mat-fiz staliśmy się matematyczno-informatyczną. W praktyce żadna różnica, biorąc pod uwagę, jak wyglądały wtedy lekcje informatyki i szkolne komputery. Czy ktoś jeszcze pamięta coś takiego jak ELWRO?

Ale o tym później. Miło będzie wrócić do „czwórki”...

Tomasz Maciejewski, Szczecin

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31