czwartek, 20 maja 2010
Internet istnieje od zawsze
Dokończ zdanie: ”Co to jest internet dowiedziałem się od.... Uczeń gimnazjum: ” Nie pamiętam. Chyba z internetu”
piątek, 14 maja 2010
Ksiązki są nudne
- Kto z was nie ma komórki? Śmiech na sali - Kto nie nosi jej do szkoły? To obciach bez komórki - odzywa się jeden z uczniów - Kto nie używa jej na lekcji? Trudno się powstrzymać. Telefon musi leżeć chociaż na ławce, żeby godzinę sprawdzić - Odrabiając zadania domowe szukam najczęściej informacji na stronach: GOOGLE! - mówią jednogłośnie - Ale konkretnie? Google konkretnie. - A kto jest w stanie odrobić lekcje nie korzystając z internetu? Ja rzadko korzystam z Internetu, raczej z książek, atlasów - tylko jeden uczeń
czwartek, 13 maja 2010
Matur dzień kolejny

Kolejny dzień matur w II Społecznym LO w Białymstoku.  Siedzimy sobie z dyrektorem w gabinecie i wspominamy jak to było kiedyś. Jak to się własnoręcznie ściągi przepisywało, później wycinało, później w harmonijkę składało i do kieszonek wewnątrz żakietów czy marynarek wkładało.

- Choinka! Coś tak jakbyś przytyła - żartował przed historią mój wychowawca. A w tym moim żakiecie kilkanaście ściąg. Własnoręcznie napisanych, wyciętych i posklejanych

Ale miedzy Bogiem a prawdą przepisanie takiej ściągi dawało bardzo wiele.

No cóż to se ne wrati

***

W szkole trwają matury, a ja idę na multimedialną historię.

- Oho! A cóż to za nowa technika? - powiedziałby mój psor od historii i kazałby wyjąć zeszyty i długopisy i zanotować ”Romantyzm to epoka....”

Dziś taka lekcja to już przeszłość. II klasa LO, humanistyczna. Sala multimedialna. Komputery, laptop, rzutnik, dostęp do internetu. Przez pierwszą godzinę klasa pracuje w grupach. Na podstawie netu i kilku książek z biblioteki przygotowują prezentację. Temat: Wprowadzenie do Romantyzmu. Na drugiej wspólnie ją zaprezentują, będą zdjęcia wieszczów, podkładem będzie muzyka z epoki, malarstwo romantyczne i architektura.

Po lekcji, kiedy wyjdą nauczycielka powie: z jednej strony nie tracą czasu, bo mogą swoje prace wysłać mi mailem, ja odsyłam im sprawdzone, ale z drugiej rosną analfabeci. Przecież ostatnio zmieniły się przepisy i każdy uczeń, który ma jakąkolwiek dys... może na maturze nie pisać długopisem, tylko dostaje arkusze do wypełnienia w komputerze.

Małgorzata Gwaj, jeden z kilku w szkole nauczyciel, który korzysta z sali multimedialnej na początku roku robi zajęcia z nowej techniki.

- Pokazuję im, że są strony, na których roi się od błędów. Ostrzegam, że jestem w stanie wychwycić każde ”kopiuj”, ”wklej”. Oni już to wiedzą.

 

Agnieszka Domanowska

 

 

środa, 12 maja 2010
Nasza-klasa nie jest taka zła

Dzięki niej odnalazłam kilka osób ze szkolnej ławy, kilku profesorów.

- Wracam do szkoły, do naszej szkoły. Fizycznie. Idę i sobie patrzę jak to dzisiaj lekcje się odbywją. Później to opiszę. Potrzebuję jednak kilku sów byłego belfra, który dwadzieścia lat temu uczył w mojej szkole informatyki i "mojej ukochanej fizyki". Jak zmieniła się szkoła? Jak zmieniły ją nowe media? - odnalazłam go na naszej- klasie już dawno. Kilka razy się odezwaliśmy do siebie, ale raczej nie wspominaliśmy strych czasów, nie mówiliśmy o nowych....
Co odpisał mój informatyk i fizyk w jednym?

”Wszystko to fajne, takie medialne... Tylko zapomina się o najważniejszym - szkoła powinna przede wszystkim uczyć i wychowywać. A to, czy szkoła realizuje swoje podstawowe funkcje, czy nie - akurat nie bardzo zależy od tego, ile ma gadżetów. Ostatnio modne jest budowanie wszelkich rankingów szkół i uczelni na podstawie ilości posiadanych przez nie komputerów, rzutników, pracowni komputerowych, itd. I co z tego? Funkcje wychowawcze szkoły przestały realizować już dawno, co widać najlepiej pod szkołami.
A funkcje edukacyjne? Programy nauczania okrajane są z roku na rok z istotnych treści. Z jednej strony wyrzuca się z nich coraz więcej, a z drugiej - pod pretekstem unifikacji i obiektywizacji mechanizmów oceny - zabija się w uczniach zdolność myślenia i samodzielnego formułowania myśli. Zamiast pytań otwartych, coraz więcej jest łatwych do sprawdzenia pytań zamkniętych, podawanych w formie testów. Urzędnicza skrupulatność i nadgorliwość, połączona z asekuranctwem - dominują niestety i w oświacie. To tak, jak z policją. 99% mandatów wypisywanych jest za 3 przewinienia: nadmierna prędkość, alkohol i parkowanie w niedozwolonym miejscu. Dlaczego?
Bo:
1. to najłatwiej sprawdzić - są do tego urządzenia
2. nie wymaga to od policji wielkiej fatygi, ofiara sama wpada w sieć
3. można zachować pozory obiektywnej oceny wykroczeń (tabelki, punkty, itd).
Podobnie w szkole. Łatwiej sprawdzić testy, porównując z szablonem, niż otwarte wypowiedzi uczniów. Można te same testy

porównywać między szkołami, itd. I można przyjąć "obiektywną" skalę (...)”.

Nie jestem przeciwnikiem nowoczesnych technik, wręcz przeciwnie. Ale nie rozumiem, dlaczego miernikiem jakości szkoły ma być ilość posiadanego sprzętu multimedialnego. Bo jeśli by chodziło o rzeczywiste pomoce naukowe, to tak. Ale jak ma się ilość monitorów do jakości uczenia? Przecież to nie monitor uczy, a ten, kto na nim coś wyświetla. (...) Jak obecnie wygląda nauczanie? Dzieci noszą 5 razy tyle książek, niż kiedyś. Dawniej wystarczał zeszyt do pisania, i książka do czytania (którą na dodatek można było odsprzedać komuś z młodszej klasy). Teraz jest zeszyt, zeszyt ćwiczeń, podręcznik, podręcznik uzupełniający i jakieś inne papiery. Pisze się po książkach, nie notuje się samodzielnie, tylko wypełnia kratki w gotowych formularzach. Napędza to biznes księgarzy i wydawców, ale jak wpływa na młodych? Młodzi ludzie zupełnie nie umieją notować! Od czasu rozpowszechnienia się kserokopiarek dzieci przestały notować.
A od czasu rozpowszechnienia komputerów - chyba przestaną cokolwiek umieć, bo zawsze jest google i wikipedia(...).”

Agnieszka Domanowska, Białystok

wtorek, 11 maja 2010
To była moja ławka, to było moje miejsce

- Czy pani wie co oni robią? - pyta mnie jedna z nauczycielek. - Oni nie przepisują planu lekcji. Robią zdjęcie komórką. Wprowadzają do komputera. Pisanie, to strata czasu.

Dziś kolejny dzień w II Społecznym LO w Białumstoku. Wita mnie dyrektor.

- Jakoś dzisiaj się dziwnie czuje mówi. Nie ma matur, nie trzeba było o świcie odbierać tych zestawów. Nie ma co robić. Tak chodzę to tu, to tam, trochę sobie bloga poczytałem... Uśmiecha się.

- A dzisiaj to tak jak za komuny. Kazałem wstawić ławki do twojej sali. Kiedyś malowali trawniki jak prasa miała przyjechać. Dzisiaj już lekcje są tam normalne.

Druga klasa gimnazjum. Pierwsza lekcja - niemiecki. Ale mi się trafiło. Nigdy nie uczyłam się tego języka. Francuskiego i angielskiego owszem.

Wchodzę. Kilkanaście osób. Sami faceci. Tylko dwie dziewczyny. U nas proporcje były odwrotne. Babiniec - mówili. Pięciu chłopaków i jedenaście bab.

Ławki ustawione są prawie tak samo jak u nas. Jest... Jest moja ławka. Ostatnia przy ścianie.

Siedzi tam drobny chłopiec, szeroko się uśmiecha.

- Jak pani chce, to niech pani siada, a ja pójdę do Wyborczej - klasa w śmiech.

Siadam. Siedzę. Tak jak dawniej. Prawie...

***

Co się stało z naszą klasą?

Tam siedział Pipek (ślad po nim zaginął), razem z nim Wojtek (dziś dziennikarz radiowy), dalej dwie Moniki (jedna jest za granicą, druga nie wiem). Kamila (też nie wiem, na naszej-klasie wrzuciła zdjęcia z córeczką), Iza (jakiś czas temu pracowała jako dziennikarz w telewizji, dziś nie bardzo wiem). W drugim rzędzie od początku - Aneta, Marta, Monika - od  matury nie było kontaktu). Dalej Wojtek (umarł w ubiegłym, roku. Siedział przede mą na maturze z polaka i rozpraszał bo przez cały czas jadł rzodkiewki. Był znanym białostockim pisarzem  fantasy. Debiutował w "Nowej Fantastyce Kilka miesięcy po jego śmierci ukazała się zbiór jego opowiadań „Kłopoty w Hamdirholm”). Obok Wojtka siedział Paweł (klasowy Owidiusz, dziś informatyk). Piotrek (prawnik). Dorota (Rońka, dziś w Warszawie w jakiejś sieci telekomunikacyjnej, w sierpniu wychodzi za mąż) Anka (Stypa. Przed ostatnim rokiem studiów wyjechała do Stanów. Miało być tylko na wakacje, została tam do dziś. Co roku pisze: przyjadę, niedługo przyjadę. Ale to jedno dziecko, drugie i tak czas płycie), Ula (nie wiem co się z nią dzieje). Obok mnie siedziała Kaśka (dziś nauczycielka, mama trójki dzieci).

***

W mojej klasie trwa cały czas niemiecki.  Obserwuję gimnazjalistów. Lekcja taka zwyczajna, taka normalna. Pomoce dydaktyczne to - obrazki przypinane magnesami do tablicy. Uczniowie muszą dopasować do nich podpisy. Później przepisują do zeszytów, później piszą zdania. 45 minut mija bardzo szybko. Na każdej ławce leży komórka. Niemal każdy sprawdza godzinę. Przychodzą sms-y, ale ich nie czytają.

- Trudno jest się powstrzymać, ale nie można na lekcji korzystać z telefonów - mówi jedna z dwóch uczennic w tej klasie.

Kto z was nie ma komórki? Kto nie ma w domu komputera? Kto nie ma dostępu do Internetu? Nikt nie podniósł ręki do góry. Zapytani o profil na naszej- klasie - nie wszyscy mają.

- Dla mnie ten portal jest bez sensu. Może on jest dobry dla kogoś takiego jak pani, kto dawno temu skończył szkołę - ale mnie podsumował. Ale niech mu będzie.

- A jak odrabiacie zadane lekcje...?

- Internet to podstawa - mówią niemal jednogłośnie

- Nie boicie się, że w tym necie mogą być błędy?

- Ale my sprawdzamy zawsze na kilku stronach?

- A jakie to strony? Adresy?

- Nie pamiętamy. Google załatwiają wszystko. Najczęściej bierzemy z wikipedii. Nauczyciele? Niektórzy się burzą, że te definicja takie same. Jak się pisze jakiś referat, to już wtedy trzeba się przyłożyć, żeby nie było kopiuj, wklej. Ale tak to strata czasu - chodzić gdzieś do biblioteki, szukać. Wszystko jest w necie.  

 Agnieszka Domanowska, Białystok

poniedziałek, 10 maja 2010
W mojej szkole nie dzwonił dzwonek

Wjeżdżam samochodem na teren szkoły. Matko! Nie mam gdzie zaparkować. Tyle samochodów? Chyba każdy nauczyciel i pewnie już co poniektórzy uczniowie są zmotoryzowani. Szesnaście lat temu na podjeździe stały dwa, w porywach trzy samochody. No ale udało się. Serce wali jak oszalałe. No nic idę. Przecież się nie wycofam.

Główne wejście. Jakoś wszystko wydaje mi się małe, nie przestronne. Kolorowe ściany, na nich mnóstwo zdjęć, ogłoszeń. Strasznie tu fajnie. Idę schodami na górę. W locie miga mi znajoma twarz. To chyba jedna z polonistek, która uczyła za moich czasów. Wchodzę do sekretariatu... Nie ma pani Wandeczki? Nie ma ksero? Ono 16 lat temu było jedynym cudem techniki, było dla nas nowa generacją. Ile myśmy się natrudzili, żeby z niego skorzystać. A ile ta panią Wandeczkę w konia zrobiliśmy, żeby wyszła i pozwoliła nam pokserować. Dziś uśmiecha się młoda dziewczyna.

- A pani z Gazety? Za chwilę pan dyrektor będzie wolny.

Prowadzi mnie do innego pomieszczenia. Nie było go za moich czasów.

- No to jak tam absolwentka, której nie znam - pyta dyrektor. To historyk. Przyszedł do pracy już po mojej maturze. -A uczył cię ten? A pamiętasz tego? A ta już dawno jest na emeryturze?

Dzisiaj w szkole dzwonek nie zadzwonił, ale nie dlatego, że go nie ma tak, jak to było16 lat temu, tylko dlatego że trwały matury.

- Dzwoni, dzwoni - mówi mi dyrektor. - Matury są to wyłączyliśmy. To co, może ja oprowadzę po szkole.

Idę za nim, ale na chwilę zmieniam kurs. Moja klasa. Pusta? Nie ma ławek. Nic.

- Na czas matur musieliśmy ich wyeksmitować, bo to dość żywa klasa. Nad nimi trwają egzaminy i wszystko słychać. Jutro wrócą na swoje miejsce.

My tez byliśmy żywiołowi.

W szkole jest sala informatyczna. Kilkanaście inedntycznych komputerów, płaskie monitory. 

- Trzy lata temu kupiliśmy, ale dziś to już złom. W tym sensie, że każdy uczeń ma w domu sto razy lepszy i sprawniejszy. Mamy też dwie sale multimedialne. No i oczywiście internet bezprzewodowy, ale jak są matury to wyłączyłem.

Internet bezprzewodowy? Ho, ho. A czy w plecakach są laptopy?

- Tak. Korzystają, przynoszą. Nie ma zakazu przynoszenia komórek, ale jest bezwzględny zakaz z korzystania z nich na lekcji. Jak kogoś nakryję, to zabieram. Po odbiór zapraszam rodziców - mówi dyrektor.

Trafiam na lekcje historii do gimnazjum.

- Ewelina? Ile lat trwała ta wojna?

- Trzydzieści?

- Jakie trzydzieści. To była wojna trzynastoetnia.

- Ale proszę pani tak było w Internecie.

Nauczycielka mówi, że korzystają z netu, ale nie wszyscy i nie zawsze. 

Nie mogę doczekać się jutra. Jutro pójdę do mojej klasy. Zobaczę, kto siedzi na moim miejscu.

Tak dla przypomnienia wróciłam do II Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku, kiedyś to było Katolickie Liceum Ogólnokształcące.

Agnieszka Domanowksa, Białystok

 

piątek, 07 maja 2010
Smutne czasy

Kiedy mój siedmioletni syn napisał list do Mikołaja i poprosił w nim o komórkę zrobiło mi się smutno. Kiedy ja miałam tyle lat co on, był taki grudniowy poranek, kiedy w telewizji nie było teleranka. Wiedziałam, że Mikołaja to ja mogę porosić co najwyżej o nowe kredki woskowe i nic więcej. Kiedy tłumaczę swemu dziecku, że kiedyś nie było telefonów komórkowych, że dwa kanały w telewizji i dziesięć minut dobranocki dziennie, ono nie jest w stanie pojąć, że to było możliwe. ”I nie było Carton Network?” - pyta zdziwiony, po czym wychodzi na podwórko i wysyła mi sms. ” Mogę iść do kolegi?”. Ja mu niestety odpowiadam również przez sms. ”Możesz”. To smutne.

A kiedyś było tak:

- Dzień dobry. Czy zastałam Kąśkę?

- Nie ma właśnie wyszła i wróci wieczorem. Chyba pojechała do biblioteki?

Co robić? Ważne rzeczy się dzieją. Musze z nią porozmawiać. Boże, do której biblioteki? Nic. Jadę. Będę jej szukać.

Dziś wystarczy jeden sms i wszystko jasne. Mimo wszystko smutne czasy.

Nie jestem w stanie pojąć jak moja niespełna roczna córeczka doskonale wie,  do czego służy pilot od telewizora. Wie, że jak się przyciśnie jakiś przycisk, to coś się na tym ekranie zmienia. Ona to się pewnie zdziwi jak opowiem jej o czasach kiedy telewizory były czarno-białe i nie istniały piloty?

Agnieszka Domanowska, Białystok

czwartek, 06 maja 2010
Agnieszko? Czym wytłumaczysz swoje nieprzygotowanie?

Pytał mnie mój profesor historii. Zresztą każdego tak pytał. Co odpowiadaliśmy? Wiadomo. A to się zapomniało, a to książkę zgubiło, albo, że nie było czegoś w bibliotece. Czasem się litował, czasem nie. Gdybym dziś wróciła do szkoły i profesor zadałby mi to swoje pytanie, co bym odpowiedziała? Że Internet się zawiesił i nie mogłam sprawdzić czegoś w Wikipedii? Że, byłam chora, padła mi komórka i zgubiłam do niej ładowarkę i nie mogłam się do nikogo dodzwonić? Nie wiem.

Nie wiem też co porabia ów profesor od historii - tak naprawdę jedyny postrach szkoły. Ależ on wymagał. Doceniłam to dopiero po latach. Co on dziś robi? Gdzie pracuje? Czy może uczy w szkole? Jak się odnajduje w nowej cywilizacji? Nie wiem. Kilka lat temu został wiceprezydentem Białegostoku. Kiedy z nim rozmawiałam już jako dziennikarz również słyszałam: Agnieszko? Czym wytłumaczysz to pytanie? Po skończonej kadencji ślad po nim zaginął.

Panie profesorze! Gdzie Pan jest? Nie ma Pana na naszej klasie, ani na facebooku. Może dzięki nowym mediom uda się nam spotkać i porozmawiać właśnie o nich? Czy wierzy pan Wikipedii? Czy praca semestralna napisana na podstawie Internetu przeszłaby u Pana? Czy uczniowie mogą na lekcjach korzystać z komórek? Panie profesorze! Obiecuję, ze tym razem przygotuję się do lekcji.

Agnieszka Domanowska. Wracam do Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku.

To moja szkoła, na pierwszym wyjeździe integracyjnym. 1990 rok.

To mojaszkoła, na pierwszym wyjeździe integracyjnym. 1990

Agnieszka Domanowska, Białystok

 

 

To ja

To ja. Agnieszka od dziewięciu lat Domanowska. Wcześniej byłam Chojnowska, dla przyjaciół Choinka. Wracam do swojej szkoły, do swojej klasy, do swojej ławki. Strasznie jestem ciekawa tego doświadczenia, kiedy wejdę głownym wejsciem, później na piętro, do sekretariartu...ale tam juz chyba nie bedzie naszej pani Wandeczki. Kto będzie i jak bedzie? Ale zanim się o tym przekonam kilka wspomnień.

***

Był rok 1990. Kończyłam podstawówkę i szczerze powiedziawszy nie za bardzo wiedziałam jak wybrać szkołę średnią. Byłam pierwszym rocznikiem, który mógł wybierać między szkołami społecznymi (wówczas powstały dwie pierwsze w Białymstoku) a szkołą państwową. Za namową rodziców papiery złożyłam wszędzie Pierwszy egzamin do Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego był chyba już na początku czerwca. Dostałam się i dalej już nie próbowałam. I tak oto znalazłam się w szkole, o której tak naprawdę wiadomo było niewiele, a raczej w ogóle.

Pierwsze zajęcia odbywały się salkach katechetycznych przy kościele św. Rocha. Były smutne, szare i miały odrapane ławki, które pamiętały jeszcze czasy powojenne. Później dostaliśmy budynek, który sami musieliśmy sobie wyremontować. I od tej chwili tak naprawdę wszystko się zaczęło. Bo który licealista ma takie wspomnienia jak ja. W naszej klasie sami  malowaliśmy ściany, skręcaliśmy krzesła, ławki, zawieszaliśmy tablicę ( ta były jak na tamte czasy wypasiona - biała, pisało się na niej specjalnymi markerami). Na koniec zawiesiliśmy firanki, postawiliśmy kwiatki, ktoś przyniósł czajnik elektryczny i zaczęliśmy całkiem nowe życie.

To moja klasa w nowej szkole. Druga od lewej to ja.

To moja klasa

Dlaczego ta szkoła była inna? Młodzi nauczyciele, którzy w większości byli raczej jak starsi koledzy, niż belfrowie, wspólne wyjazdy co najmniej raz w roku, bywało częściej.

Szkoła od początku kładła nacisk na profile. Jak ktoś był w klasie humanistycznej - tak jak ja - nie musiał być orłem matematyki, czy fizyki.

Nasz wychowawca, który był matematykiem, kiedy robił sprawdziany, po napisaniu zadań na tej białej, wypasionej tablicy wychodził z klasy.

- Dla podniesienia poziomu - mówił. Jedna osoba rozwiązywała zadania, wszyscy przepisywali i wszystko było ok. Do dziś ten cudny matematyk utrzymuje z nami kontakty - co jakiś czas spotykamy się przy piwku i wspominamy stare dzieje sprzed ... o kurcze już dwudziestu lat.

Był też etyk, który był przezabawny. Raczył nas historyjkami rodzinnymi, o tym jak przychodziła teściowa, to on zaczynał grać na trąbce i ta nie wytrzymywała. Do tego miał  śmiech podobny do odgłosów jakie wydają pawiany. Kiedy wystawiał oceny semestralne stawiał piątki i szóstki. Obiecywał, że ci, którzy teraz piątki w następnym semestrze dostaną szóstki. Niestety nie zdążył ich wystawić. Umarł.

Kiedy patrzę na dzisiejsze szkoły pełne komórek, sal komputerowych, gdzie wszędzie króluje pan Internet zastanawiam się jak współczesny licealista odnalazłby się w moich czasach, kiedy z cudów techniki było w niej tylko xero.

Wracam do szkolnej ławy - dosłownie. Niebawem wybiorę się do swojego liceum, które dzisiaj już nie nazywa się katolickie tylko społeczne. Wiem, że ze starej kadry zostało tam zaledwie kilku nauczycieli. Czy mnie pamiętają? Jacy są dzisiaj? Ale najbardziej jestem ciekawa ucznia, który siedzi na moim miejscu? Czy w ogóle jest jeszcze to moje miejsce?

Agnieszka Domanowska, Białystok

| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31