środa, 19 maja 2010
W koło Macieju
Rozmowy z nauczycielami. Jedni to demony nowych technologii: biolożka z V LO, która 95 proc. lekcji prowadzi przy tablicy interaktywnej, fizyk z toruńskiej „dziesiątki”, który ściąga z sieci prezentacje brytyjskich nauczycieli, tropi z uczniami asteroidy za pomocą komputera, rozprawia o sile odśrodkowej i wektorach prędkości prezentując gry komputerowe. Inni belfrzy starają się choć pozować na zaawansowanych technologicznie. Albo grają w otwarte karty: wie pan, trochę mi brakuje, ale się uczę. Jak będę mieć w klasie sprzęt, pokażę uczniom ciekawe strony albo puszczę coś z YouTube.

Tagi: Toruń
15:20, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 maja 2010
Komu dzwonią, temu dzwonią...

Komórki na lekcjach muszą być wyłączone i schowane. Komu zadzwoni - oddaje telefon nauczycielowi. Zwrot - tylko do rąk rodziców. Takie sytuacje się zdarzają, ale rzadko.

Ja: - Nauczyli was.

Jeden z uczniów: - Taa, używać komórek pod ławką (śmiech).

Maciej Czarnecki, Toruń

Tagi: Toruń
23:04, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 maja 2010
Komputer wagi ciężkiej
Wczoraj rozmawiałem ze szkolną pedagog, panią Marleną Prusakowską. Kiedy 24 lata temu kończyła studia, w jednej z sal stała wielka, okablowana szafa. Zajmowała prawie całą ścianę. - To był komputer. Ani przez myśl mi nie przeszło, że będę go kiedyś używać do pracy - śmieje się pani Marlena.

Tagi: Toruń
15:26, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 maja 2010
Foto foto foto
Dziś zaciągnąłem na lekcje naszego gazetowego fotoreportera Mikołaja Kurasa (przez wtajemniczonych zwanego też kuramikiem - od agorowego loginu). Pod spodem wycinek z tego, co napstrykał.

Tagi: Toruń
18:54, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 maja 2010
Interaktywna biologia

Wszyscy mi mówią: idź na biologię. Idź do pani Joanny Piotrowskiej. Zobaczysz, jak można prowadzić lekcję.

No to idę. Uśmiechnięta od ucha do ucha blondynka (na oko krótko przed czterdziestką, choć uczy już od 1992 roku) kontynuuje zajęcia o anatomii ssaków. Od początku w ruch idzie tablica multimedialna: najpierw widzimy budowę kota, potem końskie uzębienie. – To jest korona, a to korzenie – manewruje wskaźnikiem nauczycielka. Napisów na slajdach – brak. – To dlatego, że wtedy wszyscy skupiają się na przepisywaniu do zeszytu. A mają patrzeć i słuchać – wyjaśni mi później psorka, która na razie przechodzi płynnie do budowy krowiego żołądka. Tu zdjęcie całego układu, tam żwacza (tak, jest takie słowo). W żwaczu siedzą sobie bakterie celuloityczne (jak wskazuje nazwa, trawią celulozę). To trudne słowo, więc Piotrowska zapisuje je na zdjęciu. CELULOITYCZNE – marze na czerwono. Potem wchodzi na YouTube, żeby pokazać płyn trawieńca u przeżuwaczy.

Przy okazji zobaczmy inny klip. Oto jak krowa przeżuwa pokarm (tu następuje kilkuminutowy wykład o jej uzębieniu i układzie trawiennym).

 

Na koniec: porównanie przewodów pokarmowych roślinożercy i mięsożercy. Znów slajdy. Jeden system – poskręcany i długi, drugi – krótszy, za to ze sporym żołądkiem. – Wiecie, czemu warto to zapamiętać? – uśmiecha się szelmowsko nauczycielka. Jednym kliknięciem przełącza się na Worda i triumfuje: - Popatrzcie, pytanie nr 2. To arkusz maturalny sprzed paru lat. Dokładnie takie porównanie. A tu? - ładuje kolejny plik. - Mamy podobne zadanie. Stosunek długości jelita do długości ciała kuny, psa, szczura, człowieka, renifera i owcy. Jakie wyciągamy wnioski, kto pamięta zdjęcia? – pyta Piotrowska.

Podobnie wygląda jakieś 95 proc. jej lekcji – tak mówią uczniowie i sama nauczycielka. Cena? 1,5 miesiąca pracy po 8 godzin dziennie w zeszłe wakacje, żeby pościągać zdjęcia z zagranicznych serwisów, wyszukać filmiki i stworzyć prezentacje.

Maciej Czarnecki, Toruń

Tagi: Toruń
18:55, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Dodaj komentarz »
Respect

Rozmawiam z panią woźną (tę samą, co 10 lat temu, chociaż – wstyd się przyznać – za Chiny jej nie pamiętam).

Ja: - Szkoła się rozbudowuje, to i pracy więcej.

Ona: - Eee tam więcej. Właśnie z siłowni wracam. Przerwa była, to sobie poćwiczyłam.

Ja: - Że jak?!... A tak w ogóle… jest tu jakaś siłownia?

Ona: - Jest. Na dole, taka mała.

Ja: - I chce się tak pani, po całym dniu sprzątania?

Ona: - Pan sobie wbiegnie dwa razy na drugie piętro, to zobaczy. Trzeba utrzymywać formę. Ja już mam swoje lata, to muszę dbać o zdrowie.

wozna

 Maciej Czarnecki, Toruń

Tagi: Toruń
18:32, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 maja 2010
Książki nie psują oczu

Wielki powrót do szkoły. Ale przedtem – parę dni temu – wylądowałem na dywaniku u dyrektora. Zgodził się bez problemu. Mogę wszędzie chodzić, każdego zagadywać, słuchać, oglądać, notować, szperać, zaglądać, spisywać, węszyć, wypytywać. Kurczę, pomyślałem, co z tą szkołą? Tacy są 2.0?

vlo

(na zdjęciu - stary i nowy budynek V LO)

Dziś pierwszy dzień badań. I moja pierwsza lekcja – język angielski. Uczniowie – przemoknięci i zziębnięci jak ja – ładują się klasy, patrzą: co to za jeden, ten pod oknem, czego od nas chce?

Lustruję salę: stoły, krzesła, tablica z mazakami. Zupełnie jak w moich czasach. Z tyłu zakurzony monitor (czternastocalowy kineskopowiec, ładny zabytek), robi za stojak pod stożki i graniastosłupy. Zwykle licealiści wkuwają tu matematykę. Dziś matura, więc mamy angielski. Ale nawet w salce, w której zwykle słychać mowę Szekspira, próżno szukać komputera. Jest za to telewizor LCD, dzięki któremu uczniowie oglądają filmy po angielsku. To już coś. Nauczycielka - moja klasowa koleżanka -  zapewnia, że gdyby miała odpowiedni sprzęt, wykorzystywałaby też YouTube.

W połowie zajęć rozdaję krótkie ankiety o szkole i wszystko się wyjaśnia. Jeszcze na lekcji rozmawiam z paroma licealistami. – Nie zaszkodziłoby szybsze połączenie WIFI w całej szkole. Poza tym naprawdę jest nieźle – słyszę.

Parę przykładów: zadania domowe i dodatkowe testy przesyłane mailowo, platforma Moodle, materiały na sprawdzian umieszczane w internecie. Do tego (to już informacje od dyrektora) dziesięć rzutników multimedialnych, trzy pomieszczenia z tablicami multimedialnymi, WIFI przy pokoju nauczycielskim. Normalka.

Następna lekcja – geografia. Jest tablica multimedialna. Jest też komputer na stole nauczyciela. Jak potrzeba, zawsze można coś sprawdzić w Google. Niedawno było o typach chmur w oparciu o ilustracje z Interii, bo tam mają to nieźle opracowane. Dziś nie ma nic, bo jest sprawdzian. Ale i tak wychodzę podbudowany.

W przerwie – rozmowy z uczniami. Czasem zdawkowe, ale łapię kontakty GG. Każdy zna swój numer na pamięć. Poklikamy wieczorem. A raczej w nocy, jak skończę ten wpis :).

Pędzę do biblioteki. Stoją tu cztery kompy, z których mogą korzystać licealiści. – Często przychodzą przed lekcją, żeby coś jeszcze sprawdzić, spisują na kartkach – mówi p. Katarzyna Hałat z biblioteki – Ale zdarza się też, że grają. Jak nikogo nie ma i jest po lekcjach, pozwalamy im na to. Kiedy indziej trzeba ich gonić.

Półki uginają się od książek, ale jest też szafka z Filmoteką Szkolną. Do tego ekranizacje lektur, drukarka (20 gr za stronę), salka z telewizorem i dvd. Biblioteka jest skomputeryzowana, ale nie do końca: można zamawiać książki przez internet, ale tylko, gdy działa komputer na biurku pani Hałat – czyli do późnego popołudnia. Kiedyś młodzi częściej błądzili między regałami: - Pięć lat temu, kiedy zaczynałam pracę, wypożyczano ok. 80-100 książek dziennie. Teraz – 30-40. Winny? Internet – mówi Hałat.

Co ciekawe, co innego wynika z ankiet. Wielu uczniów deklaruje, że woli książki od internetu. Przykładowe uzasadnienia: „nie psują oczu”, „można je wszędzie zabrać”, są bardziej klimatyczne”, „dają możliwość korzystania z wyobraźni”.

Po pierwszym dniu to największe zaskoczenie: młodzi w ogóle nie za bardzo podniecają się nowymi technologiami w szkole. I to chyba nie tylko dlatego, że uznają je za coś naturalnego. Owszem, przyznają, że ściągają masę informacji z Wikipedii. Na informatyce dzielą czas między zlecone zadania a YouTube, Naszą Klasę i (to moje kolejne odkrycie) Sadistic.pl. Lubią też, kiedy nauczyciel od czasu do czasu pokaże coś w PowerPoincie, odeśle do ciekawej strony, wyświetli film. Generalnie jednak wcale nie chcą technologicznej rewolucji. – Wolę tradycyjną szkołę, gdzie można pogadać z nauczycielem, kolegami. Dzięki internetowi w domu wszystko jest aż za proste. A tu muszę się czasem potrudzić – powiedział mi dziś jeden z licealistów.

Nie można korzystać z komórek? Dobrze, przecież by przeszkadzały. Możecie nagrywać lekcje? Nie próbowaliśmy.

To jakiś paradygmat czy trafiłem tylko na takich rozmówców?

Maciej Czarnecki, Toruń

Tagi: Toruń
23:34, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 maja 2010
Messerschmitty w Art Cafe

Przeglądając stare szpargały, znalazłem kilka numerów naszej szkolnej gazetki. Pisaliśmy ją w Wordzie (wyjątkiem była okładka, robiona ręcznie przez Nikodema), potem drukowało się to i odbijało na ksero. Facet ze Starówki kopiował 30-40 egzemplarzy niby za reklamę na ostatniej stronie, ale tak naprawdę pomagał nam bezinteresownie, bo szkoła była ileś km od jego zakładu i notatki kserowało się w kolegium językowym. Wyszło chyba z 5-6 numerów.

Gazetki

Parę lat temu uczniowie „piątki” wydawali inne pisemko pt. „Absurd”. Nie wiem, czy przetrwało do dziś. W każdym razie narobiło niezłego rabanu. W jednym z wydań ukazał się artykuł o „moherowych beretach” – ponoć całkiem dowcipny i zgrabnie napisany. Problem w tym, że V LO starało się wtedy o nadanie imienia Jana Pawła II… Prawicowi radni chcieli zablokować uchwałę rady miasta, ale ostatecznie dyrektor szkoły załagodził sprawę.

A co do naszej „twórczości”, to przypomina mi się jeszcze jedna historia. Razu pewnego „piątka” dostała pieniądze z jakiegoś Bardzo Ważnego Projektu na wydanie książki o związkach ducha i materii. Temat cokolwiek abstrakcyjny. W naszej klasie padło na chłopaków. Ufni w moc improwizacji, ruszyliśmy w pięciu do „Art Cafe” z kasetowym dyktafonem marki Sanyo, gdzie jeszcze przed 18 nawaliliśmy się jak Messerschmitty. Przedtem zdążyliśmy jednak przegadać całą „dziewięćdziesiątkę” i zapis rozmowy rzeczywiście nam wydrukowali :). Przeglądam naszą wiekopomną publikację: jest o menelach pod monopolowym, „Klanie”, Nowosielskim, disco polo, Freudzie, da Vincim, Gagarinie, fajkach, Baudelairze, Kieślowskim, Schulzu, Witkacym i Hitlerze. Kasetę, niestety, gdzieś posiałem. Zresztą i tak nie miałbym jej na czym odsłuchać.

Maciej Czarnecki, Toruń

Tagi: Toruń
18:11, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 maja 2010
Być jak Romario

Uczniowie „piątki” dzielili się w moich czasach na kilka grup. Byli komputerowcy - na każdej przerwie zasiadali do terminali z IRC-em. Dalej - palacze. Przy szkole rośnie sosnowy lasek. Żartowali, że idą się tam dotlenić. W oparach dymu wspominali weekendowe chlanie, narzekali na starych, opowiadali sprośne dowcipy. Chowali ćmiki tylko, kiedy w pobliżu spacerował dyrektor. Byli też karciarze. W ciasnym sklepiku lub na korytarzu licytowali się taliami „Doom Troopera”, później - „Magic the Gathering”.

My na każdej dłuższej przerwie rżnęliśmy w piłę. Każdy był wtedy Romario, Shearerem, Schmeichelem - albo przynajmniej Koseckim, Citką, Majakiem. Spoceni jak myszy, wpadaliśmy do klasy grubo po dzwonku, bo trzeba było dokończyć kolejkę karnych. - Co się stało, rogacizno? - wytrzeszczała oczy pani od biologii (do dziewczyn mówiła per „żabo”; zdarzały się też jelenie, pszczoły i króliki). - Biegliśmy na lekcję - odpowiedział kiedyś któryś z nas. Tekst był średnio zabawny, ale zaczęliśmy ryczeć ze śmiechu - i nie mogliśmy przestać. Nie pomogło nawet wezwanie za karę do odpowiedzi.

Zdaje się, że dostałem wtedy tróję, bo w przerwach między rechotami wydusiłem z siebie coś w stylu: - Każda komórka eukariotyczna  ma w swoim wnętrzu organelle. Istotne jest, że struktury występujące w komórce jądrowej nie występują w bakteryjnej.

Ps. Oto ja jakieś 10 lat temu. Koniec liceum / początek studiów:

Ja

A to fotka z zeszłego roku, 10 lat i kilkanaście kilo później ;):

Ja

 

Maciej Czarnecki, Toruń

Tagi: Toruń
23:31, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 maja 2010
Rezerwa taktyczna, wzywam rezerwę taktyczną!

Już dziś wiem, że nie spotkam w „piątce” wszystkich dawnych nauczycieli. „Dziurlik” - cięty historyk, legenda szkoły - powędrował emeryturę. Drobny i niewysoki, potrafił jak nikt wprowadzić posłuch nawet w męskim mat-fizie. W naszym humanie rzucał bon motami jak z rękawa. - Rezerwa taktyczna, wzywam rezerwę taktyczną! - wołał, ilekroć odpowiadający nie radził sobie przy tablicy. Niekiedy opowiadał pikantne szczegóły z życia królów i magnatów. - A teraz wejdźmy do alkowy - zacierał ręce. Nie ma już twardej kobitki od PO, która, kiedy kumpel dusił się w źle założonej masce przeciwgazowej, spokojnie czekała, aż sam odkręci właściwy zawór. Młoda anglistka, rodem ze „Spalam się” Kazika. Kiedy ubierała niebieskie dżinsy, nikt z chłopaków nie mógł się skupić. Po maturze przetańczyłem z nią „Pod aniołem” sześć piątkowych wieczorów z rzędu. Dziś pracuje podobno w Londynie, wyszła za mąż. Angielskiego uczy za to dziewczyna, z którą chodziłem do klasy. Za 3 dni usiądę w ławce na jej lekcji.

 

Maciej Czarnecki, Toruń

Tagi: Toruń
18:51, maciej.jan.czarnecki , Toruń
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31