czwartek, 13 maja 2010
Co to jest internet dowiedziałem się... z internetu
Proste! Albo inna odpowiedź: „Internet znam, bo był w środowisku, w którym dorastałam”. Licealiści nie rozumieją tego pytania w ankiecie. Ale wcale nie wszyscy są tacy szczęśliwi w sieci. Rozmawiając dziś z nimi miałam wrażenie, że niektórzy są już zmęczeni wszechobecnością nowych mediów. - Denerwuje mnie, że jak już otworzę tego facebooka, to zaraz się zmulę, zaraz ktoś mnie zaczepi, wciągnie mnie to i ani nikogo nie odwiedzę w domu, ani nie przeczytam ciekawej książki – mówi Mateusz.
środa, 12 maja 2010
Rzutniki są wszędzie. Lubią je wszyscy
Zupełnie nie wiedziałam, w którą stronę się skierować, gdy weszłam dziś rano do szkoły – moja szkołą jest zupełnie inna!! Cały budynek jest chyba z trzy razy większy, szkoła nie jest pomarańczowa, na podłogach kafelki, wszystko nowe i czyste. – Zmiany, zmiany wielkie nastąpiły – przed ekranem szkolnego monitoringu siedzi zadowolona woźna. Pracuje w szkole od 17 lat. – Same dobre zmiany, bardzo dobre. Proszę zobaczyć, jak czyściutko. A tu cała nowa część, hala, prysznice, sauny są nawet proszę sobie wyobrazić! W hali wszystko się dzieje, przyjeżdżają goście, były nawet mistrzostwa Polski w sumo.
wtorek, 11 maja 2010
O niesnasce

Zazdroszczę wszystkim, którzy poszli dziś do szkoły. Nie mogę się doczekać. Wprawdzie mój staw skokowy prawy będzie skręcony, obolały i w stanie nieużywalnym jeszcze długo, ale nadwerężę go i pójdę tam w środę.

Pani dyrektor „Puszkina”, gdy powiedziałam, że chcę znów zapisać się do szkoły, powiedziała, że mój powrót będzie dla nich inspirujący. Dobrze, że tak myśli.

Tymczasem przypomniało mi się coś. Tak w kontekście pendrivów, facebooka i telefonów komórkowych itp., o których „nowi – starzy uczniowie" dziś pisali na naszym  blogu.

Był w Gorzowie koncert Macieja Maleńczuka kiedyś, chyba w drugiej klasie albo trzeciej. W Miejskim Centrum Kultury Chemik przy ulicy Drzymały. Efka, koleżanka z klasy, przyjechała specjalnie na koncert z Lubiszyna (wioska 30 km od Gorzowa). Umówiła się z Gośką. Ja nie mogłam bo byłam chora, ale dziewczyny umówiły się pod którymś słupem z ogłoszeniami. Efka czekała pod słupem. Czekała. Czekała. Minęła godzina, a Efka czekała. Minęły dwie, a co robiła Efka? Czekała pod słupem z ogłoszeniami. Gdy zrezygnowała z czekania i poszła sama na koncert, on już był zakończony.

Tego, że Gośka przed koncertem się mocno rozchorowała i nie mogła przyjść, Efka dowiedziała się dopiero, gdy zawiedziona i zła wróciła ostatnim PKS-em z Gorzowa do Lubiszyna, i zadzwoniła ze swojego telefonu stacjonarnego na telefon stacjonarny Gośki. Tego typu niesnaski  wydarzały się w czasach, gdy na informatykę w szkole wcale nie zwracaliśmy uwagi, bo po co się uczyć zapisywania dokumentów Worda, skoro pisze się w zeszytach?

Agnieszka Drzewiecka, Gorzów Wlkp.

01:33, agnieszka-drzewiecka , Gorzów Wlkp.
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 maja 2010
Chorobo!

Lubiłam być chora na grypę albo coś innego. Trochę to było oczywiście męczące, bo w moim liceum nauczyciele mieli taki system działania, że prawie każdego dnia było jakieś ważne odpytywanie lub sprawdzian, albo coś, czego opuszczenie powodowało duże zaległości. Być chorym w klasie maturalnej – to już w ogóle było trudne. Człowiek leży sobie w domu, słucha kaset na jamniku, a na historii, która była codziennie (byłam w klasie humanistycznej na tzw. bloku historycznym), prof. Gutowska właśnie mówi o tym, co będzie na maturze i tłumaczy, jak to coś na maturze powinno być opisane.

Ale bycie chorym było frajdą. To był taki czas tylko dla mnie, od samego rana. Najfajniejsze chyba było to, że było się w domu bez rodziców. Bo w liceum to było czymś egzotycznym - przecież rodzice byli w domu prawie zawsze, gdy wracałam ze szkoły, albo chwilę potem. Więc dzięki grypie mogłam rozkoszować się w byciu samemu w mieszkaniu: słuchać muzyki, oglądać telewizor i czytać książki. Trzy podstawowe czynności. No i można było choć na trochę wyrwać się z tego długiego, niezmiennego systemu wstawania każdego dnia bardzo wcześnie i spędzania większości dnia w szkole na lekcjach. Dla mnie to było ważne, bo ciężko znosiłam niezmienność tego, że do szkoły trzeba, ale to trzeba koniecznie, iść codziennie. Nie było łatwo się do tego dostosować, ale trzeba było.

Gdy byłam chora odwiedzała mnie Gośka albo Bartek, koledzy z klasy. Po lekcjach przychodzili z zeszytami. Wszystko, co dyktowali im na lekcjach nauczyciele, przepisywałam do zeszytów, a oni oglądali w tym czasie jakieś gazety albo kasety. Mogłam sobie to skserować, ale wolałam przepisywać.

Teraz znów wszyscy są w szkole, tylko nie ja. Dziennikarze wrócili do swoich szkolnych ławek, a ja siedzę sama w domu ze skręconą kostką. Ale gdybym 12 lat temu skręciła kostkę niefortunnie zsiadając z roweru, czytałabym książkę i słuchała muzyki. Dziś egzystuję w globalnej sieci web. Sprawdzam co chwilę bloga o szkole, kręcę się na facebooku, oglądam stronę internetową mojej szkoły, po raz pierwszy w życiu odwiedzam znajomych z liceum na naszej klasie, z nadzieją, że mają jakieś stare zdjęcia, które mogłabym wrzucić na bloga. Nie jest to tak przyjemne chorowanie, jak kiedyś. I nikt mnie nie odwiedza. Po co ktoś ma wpadać na herbatę, skoro i tak zobaczymy się wieczorem na fejsie? Internet nie jest wcale wspaniały. Mam nadzieję, że gdy wyzdrowieje mój staw skokowy i pójdę do szkoły, spotkam tam ludzi odwiedzających z zeszytami swoich chorych kolegów z klasy

Agnieszka Drzewiecka, Gorzów Wielkopolski

14:19, agnieszka-drzewiecka , Gorzów Wlkp.
Link Dodaj komentarz »
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30