piątek, 21 maja 2010
Nie chciałabym chodzić do szkoły 2.0
Wolę Wikipedię od encyklopedii i Ling od słownika. Jak dzisiejsi licealiści. A oni, tak jak ja, wolą zawierać znajomości na żywo, wolą spotykać się z ludźmi, niż z nimi gadać na gadu. To jednak ja częściej jestem online: pracuję przy komputerze. Oni nadal mają wytchnienie, jakie im daje szkoła. Ale ta szkoła się zmienia. I nie tylko dlatego, że przybywa w niej laptopów i migających tablic.
Znalazłam rzecz, której nie ma w internecie
Pół dnia spędziłam na poszukiwaniu pewnej informacji. Bez skutku. Chyba będę musiała iść do biblioteki, zapytać żywych ludzi. No nie wierzę!
czwartek, 13 maja 2010
Smutny los dydelfa w epoce 2.0
Pani od włoskiego zapytała mnie, dlaczego ja tak źle piszę o swojej szkole. Musiałam "spiegarsi" - wytłumaczyć się.
środa, 12 maja 2010
Nauczyciel historii jako postać z South Parku
Natalia Mazur, Poznań Wystarczyły trzy dni i już prowadzę licealny styl życia. Rano: szkoła, po powrocie: spanie. Zanim zacznę odrabiać lekcje (czyli pisać) godzinę lub dwie gram w fejsbuka. Wczoraj podpatrzyłam na profilu polonisty aplikację "co spotka cię jutro w szkole?" Wyszło mu, że pomyli słowa inwokacji. Powie: "brzytwo, ojczyzno moja". Ja też sobie powróżyłam.
Na tym blogu są TREŚCI ZAKAZANE!!!

Natalia Mazur, Poznań

Zapomniałam napisać: wczoraj jak byłam na te-i (technologie informacyjne), chciałam wejść na tego bloga, aby sprawdzić co się ukazało było. Aż tu napis mi wyskakuje! UWAGA! TREŚCI ZAKAZANE - brzmi on. Przed wejściem na bloga powstrzymał mnie program Beniamin, który nie pozwala też wchodzić na fora internetowe.

Zapraszam zatem do krótkiej lektury zakazanych treści.

Po powrocie do szkoły zdałam sobie sprawę jak krótkim odcinkiem czasu jest jednostka lekcyjna. 45 minut! Co to w ogóle jest? Śmiech na sali, proszę państwa, i tramwaj mi tu jedzie, jeśli w tym czasie można się czegokolwiek nauczyć. Ponadto pobyt w liceum trwa dziś zaledwie trzy lata, a właściwie dwa i pół roku, bo ledwo skończą się ostatnie zimowe ferie, a już trzeba przypinać zieloną koniczynkę i przychodzić na egzamin maturalny.

Dlatego liceum dziś strasznie się śpieszy. Chwilami mam wrażenie, że nauczyciele chcieliby się bardziej rozgadać o tych wszystkich skałach osadowych, roztworach i ekosystemach, o ich tajemnicach i ukrytej w nich poezji, lecz gryzą się w języki i powracają do omawiania zagadnień, bo przecież matura, czasu mało, trzeba przerobić podstawę.

Na szczęście wciąż jeszcze ludziom wystarcza czasu, by mierzyć cień przy sali 305, aby określić, kiedy nadejdzie równonoc. By przygotowywać na matematykę prezentację w formie kabaretowego skeczu. Albo nakręcić materiał do szkolnej telewizji. Ta telewizja zresztą przeżywa teraz duże dylematy: pozostać przy dotychczasowej formie transmisji - wyświetlaniu reportaży na dużej przerwie w auli raz na jakiś czas, czy pojawić się w internecie jako medium ogólnie dostępne.

No i przez te rozmowy o telewizji byłam dziś na niewielu jednostkach lekcyjnych. Ładnie. Drugi dzień w szkole i już wagary (może beniamin blokuje strony ze słowem "wagary"?)

 

 

 

00:08, natalia-mazur , Poznań
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 maja 2010
Co się dzieje na strychu?

Natalia Mazur, Poznań

Ie

Tu jestem ja na tym zdjęciu, ta osoba w paski, na lekcji biologii, która (pewnie z powodu matur) odbywa się w sali od włoskiego. Nie ma wideo i nie możemy oglądać filmu o oddziaływaniach międzygatunkowych w ekosystemie. Na przykład o takich stosunkach antagonistycznych. Wiedzieliście, że w XIX w. szczur wędrowny wyparł szczura śniadego z kanałów? W XXI w. szczury śniade spotyka się więc na strychach.

Na strychu można zaobserwować, że powietrze jest KOLOIDEM. Ładnie tam widać rozproszenie światła, efekt Tyndalla. To z chemii wiem. Z rysunku namalowanego przez nauczyciela KREDĄ NA TABLICY. Tablice - zielone i czarne - królują w szóstce. Jest też gdzieś tablica multimedialna, ale do niej jeszcze nie dotarłam.

Dotarłam za to na strych. Nie po to, by patrzeć na koloid lub szukać szczura, lecz by wziąć udział w lekcji tech.inf - sale komputerowe są w najwyższej części szkoły. Dziś były podstawy html.  

Z powodu matur wszystko się w szkole pozmieniało, nauczyciele siedzą w komisjach, klasy mają nadzory. Sprawdziłam dzień wcześniej plan w necie, przychodzę z rana, i co widzę? KARTKĘ!! Papierową kartkę w gablocie, z napisem ZASTĘPSTWA. Kartka wciąż wygrywa z komputerem. Ale NOWE powoli wkrada się do szkoły. Jednak o tym później, bo jutro idę na ósmą, na polski.  

 

Karteczka kontra telefon

Natalia Mazur

Dzwonię do starszej z młodszych sióstr. Muszę dzwonić, bo siostry nigdzie nie ma. Nie ma jej na fejsbuku, nie siedzi na skajpie, na naszą-klasę nie zagląda. No, normalnie, jakbym siostry nie miała.

Jednak jest, istnieje, słyszę jej głos w słuchawce. - A kiedy ja mam być na fejsbuku? Daj spokój, nie mam czasu na te wszystkie quizy, filmiki, wymyślanie opisów. Jak się logować to po coś, a ja się nie udzielam - wyjaśnia. - Muszę przygotować prezentację w powerpoincie o budowie kolumny głośnikowej otwartej.

No tak, siostra ma być inżynierką. Wczoraj spędziła pół nocy ze swoim chłopakiem szukając w sieci informacji o przedmiotowej kolumnie. Chłopaka ma z gadu gadu. Zagadał do niej jakieś pięć lat temu i tak już zostało. O czym wtedy pisali siostra nie pamięta, bo już dawno nie ma tamtego komputera.

Siostrę mam więc z pokolenia 2.0. A dzwonię do niej bo rok temu zdawała maturę w liceum, do którego się jutro wybieram. Potrzebuję kilku praktycznych informacji: czy szkolny dziedziniec jest otwarty w czasie przerw (za moich czasów był), gdzie się chodzi na fajkę (do Hadesu - mówi siostra: problem w tym, że Hades jest w każdym pokoleniu gdzie indziej), jak trafić do sali komputerowej (sale komputerowe są dwie, każdy ma swojego kompa; koło szatni jest jeszcze czytelnia komputerowa).

Przy okazji dowiaduję się, jak wyglądała edukacja siostry z pokolenia 2.0.

- nie było informatyki (teraz już jest, dla klas mat-fiz-inf), tylko technologie informacyjne, na których uczyła się przygotowywać prezentacje w powerpoincie (przydaje się do dziś) i pisać mejle (nie przydało się, bo przecież każdy potrafi napisać mejla);

- o internecie nie rozmawiali na żadnej lekcji, bo nauczyciele chyba uważali, że wszystko już wiedzą; a poza tym nie ma dziś na to czasu, bo liceum to tylko trzy lata, a trzeba się przygotować do klucza maturalnego;

- tylko prace semestralne z religii wysyłało się do księdza pocztą elektroniczną;

- pisząc prace korzystała głównie z wikipedii, lecz przepisywała ją własnymi słowami, żeby nie było, że to plagiat. Prac było mało, pamięta te na relę i jeszcze jedną, na matematykę, o hipersześcianiach. - Co to są hipersześciany? - pytam. - Wklep sobie - słyszę.

- w ciągu trzech lat edukacji przygotowała jedną prezentację w powerpoincie, na gegrę, o Grenoble;

- aby ją odtworzyć, potrzebny był rzutnik. W szkole był jeden, o który wszyscy się bili; na początku lekcji nauczycielka/nauczyciel pytali klasę: "Chłopcy, podłączycie?" (A właściwie dlaczego chłopcy?! - oburzam się. - Dziewczynki gorzej łączą?)

- jeśli chodzi o czytanie lektur, to od oglądania ich w wersji filmowej zdecydowanie wolała streszczenia z sieci;

- z okazji dnia patrona zawsze był konkurs na filmik, np. reklamę własnej klasy. Ten, który wrzuciłam w sobotę pochodzi sprzed czterech lat.

- nie przypomina sobie, by nauczyciel upomniał kiedyś kogokolwiek za korzystanie z telefonu komórkowego podczas lekcji, bo nikt nie korzystał. Przesyłanie karteczek jest nadal szybszą technologią.

Natalia Mazur, Poznań

Tagi: Poznań
00:25, natalia-mazur , Poznań
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 maja 2010
Zobacz jak uczniowie dziś kręcą

Zanim pójdę do szkoły w realu, odwiedzam ją wirtualnie. Oto jej wizerunek z Wikipedii, widok od strony ul. Krakowskiej.

Krakowska 17a

Lewym wejściem wchodzi się na dziedziniec liceum. Prawym (tym z napisem uwaga samochód): do obwodowego urzędu miar i wag, w którym nigdy nie byłam. Matka i ojciec – obydwoje z „ósemki” – unikali także tej bramy po lewej. Bojkotowali zebrania z rodzicami, chyba nie podobało im się, że ich dziecko pobiera nauki w tak niefotogenicznym obiekcie.

Ale przecież szkoła nie jest od tego, by być ładną, lecz od tego, by ją skończyć, prawda?

Jedno z pierwszych zadań domowych, jakie dostaliśmy, brzmiało: „nagraj dżingiel, którym zilustrujesz swój znak zodiaku”. To była lekcja muzyki z naszym wychowawcą. Był rok 1994.

Dziś to nie byłoby to aż tak trudne. Wzięłabym coś Scorpionsów, np. gwizdany fragment „Wind of change”. Może nawet bym go przerobiła w programie do obróbki dźwięku, którego nie mam, ale który ściągnęłabym sobie z sieci.

Jako pierwsza zadanie odrobiła Agnieszka. Nagrała na kasetę, jak gra na pianinie. A zagrała taką melodię (w tym miejscu chciałabym wrzucić samą melodyjkę, lecz nie mam pojęcia jak to zrobić, dlatego muszę wrzucić cały filmik – liczy się fragment, który zaczyna się po siódmej sekundzie).

"> " />

Już wiecie pod jakim znakiem urodziła się Agnieszka?

Ja zadania nie zdążyłam odrobić. Pan od muzyki odszedł ze szkoły, zwolnił się, jego zwolnili, nie wiem. Na pewno szkoda.

Wyżywaliśmy się twórczo na lekcjach włoskiego. Gdy mieliśmy zadane napisać dialog, układaliśmy całe przedstawienia, na kilka osób, z kostiumami i scenografią. Nic z tego się nie zachowało, żaden film, ani jedno zdjęcie. Gdybym przeryła szuflady, być może znalazłabym spisany długopisem scenariusz.

Dziś na youtube znajduję mnóstwo filmików z VI LO. Nagrania licealistów wydobywają z niego całą mroczną urodę. Zresztą sami zobaczcie.

"> " />

Natalia Mazur, Poznań

Tagi: Poznań
21:10, natalia-mazur , Poznań
Link Dodaj komentarz »
Wpis zastępczy

Natalia Mazur

Od dwóch godzin siedzę przed komputerem próbując coś opublikować na tym blogu. Piszę i piszę, nawet obrazki wrzucam i filmiki. I za każdym razem, gdy próbuję to opublikować, pojawia się napis: "podaj treść wpisu". No przecież jest ten wpis, głupi blogu!

Nie chodziłam do szkoły 2.0, chodziłam do porządnego VI LO przy ul. Krakowskiej 17a w Poznaniu. Do szkoły w której są solidne zielone tablice i białe kredy. Do szkoły, w której trzeba moczyć gąbę i przynosić dziennik.

Jest sobotni wieczór, finał pięknej soboty. Powinnam być w kinie, w kawiarni, na rowerach, na mieście, u znajomych, gdziekolwiek indziej, a ja jestem w domu i publikuję wpis. Boże, błagam Cię, zlikwiduj internet!

Natalia Mazur, Poznań

Tagi: Poznań
21:02, natalia-mazur , Poznań
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 maja 2010
W objęciach Jerzego z "Klanu"

Szalejemy z Jerzym na balu

Krótko przed powstaniem tej fotografii na rynku pojawiła się nowość: aparaty zwane małpami. Jeśli już komuś udało się zdobyć ten drogocenny sprzęt, nie wytracał kliszy na uwiecznianie byle czego (tak, KLISZY, nie pamięci na karcie). To musiała być szczególna okazja. Na przykład bal maturalny w restauracji Adria.

Zastanawiam się jak ludzie w tamtych czasach w ogóle mogli robić zdjęcia. W aparatach nie było ekranów, tylko wizjer. Człowiek robił zdjęcie i właściwie tak do końca nie wiedział, co na nim będzie. Dopiero, gdy odebrał je sobie od wywołania, okazywało się, że wszyscy są niewyraźni i jeśli nie mają uciętych głów, to na pewno mają czerwone oczy.

Na fotografii obejmuje mnie Jerzy z serialu „Klan”. Domyślam się, że został wycięty z któregoś tygodnika o programie telewizyjnym. Ręczna robota z analogowym klejem i nożyczkami, zero fotoszopa.

Zdjęcie z Jerzym pochodzi z serii „Impreza na Sadybie”. Komplet przepięknie przerobionych fotografii dostałam jako prezent imieninowy od Karoliny i  Huberta, z którymi chodziłam do poznańskiego VI LO.

To był grudzień 1999 roku, kiedy oni przerobili te zdjęcia. W przyszłym tygodniu zamierzam wrócić do „szóstki” aby sprawdzić, jak szkoła zmieniła się pod wpływem technologii cyfrowej.

Natalia Mazur, Poznań

Tagi: Poznań
23:17, natalia-mazur , Poznań
Link Dodaj komentarz »
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30