środa, 12 maja 2010
nie rozumiem informy

nudzę się na informie właśnie. Jest o excelu.

Agnieszka Drzewiecka, Gorzów Wlkp.

12:24, agnieszka-drzewiecka , Zielona Góra
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 maja 2010
Szara spódnica, stabilizator, i do szkoły!

Jutro o godz. 8 rano pod budynkiem I LO w Gorzowie przy ul. Puszkina nastąpi scena niezwykle przypominająca scenę, która odbyła się tam ponad dziesięć lat temu. A do tego bohaterką obu scen będzie ta sama osoba.

Dziesięć lat temu przechodziłam krótki, ale intensywny okres mojego życia, w którym uwielbiałam długie spódnice. Nosiłam je prawie codziennie.

Pewnego dnia ubrałam do szkoły nową, uszytą dla mnie przez krawcową spódnicę, długą do samej ziemi i szarą, ze sztywnego materiału. Nigdy wcześniej nie miałam jej na sobie. Przed godziną 8 wyszłam do szkoły na historię. To była klasa maturalna, codziennie o 8 mieliśmy tzw. „bloki” historyczne, przed maturą najważniejsze nasze lekcje, z panią prof. Gutowską. Okna klasy historycznej, na parterze, były tak usytuowane że aby wejść do szkoły, musiałam przejść dokładnie pod nimi, pokonać całą długość klasy.

Problem polegał na tym, że byłam oczywiście spóźniona. A sztywny, zupełnie nie elastyczny materiał nowej spódnicy okazał się bardzo utrudniający przemieszczanie się do przodu. Całą drogę do szkoły pokonałam malutkimi kroczkami, co sprawiało, że poruszałam się powoli i dziwnie to wyglądało.

Jest więc chyba już dziesięć po ósmej, docieram pod okna klasy historycznej, idę wzdłuż nich, cała klasa na mnie patrzy, do okna podbiega prof. Gutowska. Patrzą na mnie, otwierają okna, a ja idę: mały kroczek za małym kroczkiem, powolutku, to spoglądam na okna, to spuszczam głowę na dół, to spoglądam, kroczek za kroczkiem, powolutku, a prof. Gutowska patrzy i wszyscy też.

Podobno powiedziała wtedy: „patrzcie wszyscy, patrzcie jak Drzewiecka się do szkoły spieszy!”

Jutro uczniowie na lekcji historii zobaczą z okien klasy postać powolutku i niepewnie kroczącą pod ich oknami. Będzie to samo. Tym razem nie nowa, szara spódnica, a stabilizator ortopedyczny, który usprawnia mój skręcony staw skokowy, sprawi, że powoli, krok za kroczkiem, nieudolnie i kulawo, o godzinie 8 rano wejdę do mojego liceum przy ul. Puszkina.

Agnieszka Drzewiecka, Gorzów Wlkp.

22:41, agnieszka-drzewiecka , Zielona Góra
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 maja 2010
Pszczoła i jej ciało

To jest laurka od Julki na osiemnastkę- Czeeeeść Julka!!

- O rany, Aga, nie gadałyśmy z sześćdziesiąt lat!

- Kurczę, wiem, ale ja mam taką dziwną sprawę, że nie jestem w stanie teraz ci opowiadać nic innego. Słuchaj, potrzebuję jakieś zdjęcia z liceum, bo nie mam praktycznie żadnych.

- Zdjęcia… Poczekaj, myślę. Myślę. Myślę.  Zaraz zaraz.  Ty, wiesz, że ja żadnych nie mam.. Dziwne. Jezu. .. no nie mam! Ale poczekaj – po co ci zdjęcia z liceum Aga??

- Bo jest taka sprawa, że wracam do szkoły naszej, do liceum. Będę tam chodziła na lekcje Julka, do klasy humanistycznej, moją wychowawczynią będzie nasza wychowawczyni. Czujesz?

- Ej, sorry Aga, ale o co ci chodzi? Czyś ty oszalała?

- Jest taka akcja Gazety, że reporterzy wracają do swoich szkół, i mają znów być uczniami. Tak w skrócie chodzi o to, żeby zobaczyć, jak szkoła się zmieniła przez te wszystkie lata, no wiesz.

- Nooo to nieźle.

- No…

- Słuchaj, ja nie mam żadnych zdjęć, poza klasowymi. Wtedy nie robiło się zdjęć, nie było aparatów cyfrowych, jakoś chyba w ogóle nie myśleliśmy o zdjęciach i takich rzeczach.

- No właśnie, racja. Trudno.

- Odezwij się, jak tam w szkole.

- Dam znać. Dzięki bardzo Julka. Zadzwonię do ciebie.

- Koniecznie. To paaaaa!

Gdybym dziś miała osiemnastkę, Julka prawdopodobnie przysłałaby mi życzenia esemesem, a potem wrzuciłaby mi na facebooku jakąś urodzinową piosenkę, a na naszej-klasie powiadomiłaby innych naszych znajomych ze szkoły, że mam urodziny, żeby przysłali mi mejlem linki do urodzinowych kartek elektronicznych. Jednak gdy miałam osiemnastkę, Julka dała mi laurkę. Pewnie usiadła w wolny wieczór przy biurku, włączyła na swoim „jamniku” kasetę zespołu Dżem albo Homo Twist, wyrwała z bloku kartkę tekturową, namoczyła w kubku z wodą pędzel, chwilę gryzła jego drewnianą końcówkę w zadumaniu słuchając muzyki, a następnie zanurzyła go w pomarańczowej farbce plakatowej i namalowała… hm, chyba słońce. Potem chwyciła czarne pióro kulkowe i napisała cytat: „Życie jest pieśnią – zaśpiewaj ją”. A dnia następnego wręczyła mi laurkę przed którąś lekcją. Nie pamiętam, przed jaką lekcją. W ogóle nie pamiętam wiele z liceum, co jest pewnie dziwnym, ale tak niestety jest.

 

Pamiętam planszę. Na planszy rycina – budowa ciała pszczoły. Pani wskaźnikiem pokazywała każdą część ciała pszczoły, a my w zeszytach próbowaliśmy przerysować rycinę, bo tak trzeba było zrobić. Zawsze wychodziło to głupio, te rysunki.

Pamiętam dyżury w bibliotece. Biblioteka na parterze. Dyżurny musiał siedzieć tam cały dzień, obok Pana Z Biblioteki, i robić foliowe okładki na książki. To było piękne i każdy miał dumny wyraz twarzy, gdy przez cały dzień robił foliowe okładki na książki.

Pamiętam AFERĘ. Pierwsza klasa, pierwsza lekcja polskiego, nasza wychowawczyni chyba zachorowała albo coś, i mieliśmy zastępstwo. Coś było w tej lekcji żenującego, chyba zostaliśmy potraktowani jak jakieś głupie dzieciaki (a przecież byliśmy w pierwszej klasie najlepszego ogólniaka w Gorzowie więc byliśmy dorośli i ważni), nie pamiętam co dokładnie się stało, ale Efka z Lubiszyna pod Gorzowem opisała tą lekcję prześmiewczo i wysłała tekst do Gazety Lubuskiej, do rubryki Alfowe Bajerowanie, gdzie drukowano teksty młodzieżowe (swoją drogą drukowano tam wtedy moje wiersze o pięknie przyrody i o sensie życia i o tęsknocie za nie wiem czym). Tekst Efki o lekcji wydrukowano. Nie było tam żadnych nazwisk, nawet numeru szkoły, ale i tak cała szkoła się zorientowała i był dym. Była AFERA. Efka musiała się ujawnić, oraz przeprosić całe grono pedagogiczne. Ciekawe, czy dziś ujawniają się i przepraszają grono pedagogiczne młodzi twórcy zabawnych quizów na facebooku pod tytułem „Którym najgorzej ubranym nauczycielem z II LO w Zabrzu jesteś?”

Pamiętam TELEFON KOMÓRKOWY. W kiblu go zobaczyłam po raz pierwszy. W chyba trzeciej klasie. Marta z czwartej de miała pomarańczowy telefon komórkowy i pokazała mi go w kiblu na przerwie. Zazdrościłam.

W ogóle kibel. Tam się dużo przerw spędzało, przy otwartym oknie, bo fajnie się w kiblu gadało z dziewczynami. Głównie o nauce oczywiście i o tym, jak ekstra będzie na studiach.

Pamiętam też wielkie żaby i szczury. Bo moja szkoła jest położona w przepięknym miejscu – nad rzeką Kłodawką, na osiedlu o nazwie Piaski, przy ulicy Puszkina. Wystarczyło zejść z górki obok bieżni, i już cała przerwa nad rzeką! Niektórzy się tam całowali, niektórzy palili papierosy Sobieskie lighty, niektórzy opowiadali śmieszne rzeczy. Niektórzy mówili, że Kult jest najlepszym zespołem, a niektórzy, że Bruno Schultz jest tak naprawdę fajny. Wtedy inni odpowiadali, że chyba jesteś nienormalny. Inni mówili, że wypili wczoraj CAŁE DWA PIWA i mają największego kaca na świecie, a inni im zazdrościli, a jeszcze inni uważali, że są nieodpowiedzialni. Nikt nie czytał notatek. A obok nas, w rzece, pływały wodne szczury, a na brzegu pełzały żaby. Czasem one rechotały.

No więc wracam tam. Sprawdzę, jak teraz jest przedstawiana budowa ciała pszczoły na bioli. I o czym teraz rozmawia się nad rzeką przy „Puszkinie”. Żaby na pewno ciągle rechoczą o tym samym, ale uczniowie?  Sprawdzę.

Agnieszka Drzewiecka, Zielona Góra

 

(Zdjęcie klasowe: ja jestem w środkowym rzędzie, trzecia od lewej. Szósta od lewej jest autorka AFERY, a ostatnia od lewej - Julka, autorka Laurki)

02:48, agnieszka-drzewiecka , Zielona Góra
Link Komentarze (2) »
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28