poniedziałek, 24 maja 2010
Wiejska szkoła 2.0 z netbookami
Uczniowie Szkoły Podstawowej im. Janiny Bühl z Przyłękowa na Żywiecczyźnie uczą się z netbooków. Noszą do szkoły lżejsze tornistry.
czwartek, 20 maja 2010
Internet? Służy mi głównie do rozrywki
Jestem przewodniczącym klasy, więc muszę czasem pozałatwiać różne rzecz, np. związane z organizacją wycieczki. Mam numer telefonu komórkowego naszej wychowawczyni.
środa, 19 maja 2010
ZX Spectrum w pracowni komputerowej
Czyżbyśmy byli pionierami szkoły 2.0 w Polsce? I to w czasach, kiedy naprawdę większość osób nie miała pojęcia, do czego służy komputer?
poniedziałek, 17 maja 2010
Za sprawą Internetu rozluźniają się więzy międzyludzkie
Teraz nie ja piszę. Teraz pisze mój syn. Ma 16 lat i własne przemyślenia. Zobaczcie sami.
piątek, 14 maja 2010
Jak to jest z tymi telefonami w szkole?
Czasem, gdy dzwonię do mojego syna, słyszę w jego głosie pretensje: „Mamo, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie dzwoniła do mnie, jak jestem w szkole?! Przecież ja nie mogę odbierać na lekcji!”"
czwartek, 13 maja 2010
Wolę Internet od książek, bo... Nie wolę.
Przeglądam ankiety wypełnione przez uczniów bielskiego „Żeroma”. Jedno z pytań, jakie im zadaliśmy, jest takie: „Wolę Internet od książek, bo...”. „Nie wolę” - taką odpowiedź na to pytanie wpisał jeden z uczniów.
środa, 12 maja 2010
Juz chyba nikt nie zbiera plakatów z piosenkarzami

Gdy miałam naście lat, kolekcjonowałam plakaty piosenkarzy. Na ścianach w pokoju wieszałam podobizny Limahla. To on:

">

To było w czasach szkoły podstawowej.

Plakaty naszych ówczesnych idoli drukowały niektóre wychodzące wtedy gazety. Najczęściej tylko raz w tygodniu. Już o świcie z kiosków znikał cały nakład czasopism z plakatami. Mnie się udawało zdobywać plakaty dzięki tacie, który w sobotę skoro świt szedł na pobliski targ po jabłka, czarną rzepę i inne smakołyki. Po drodze mijał kiosk Ruchu i kupował mi gazetę, oczywiście, jeśli jeszcze była.

Pamiętam, że od czasu do czasu prasowałam moją kolekcję plakatów żelazkiem. Od prasowania twarze Limahla i innych moich ulubieńców z czasem tak się wytarły, że stały się nierozpoznawalne.

A dzisiaj? Popatrzcie sami:

Idol współczesnych nastolatek

To monitor w pracowni komputerowej bielskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego. Dzisiaj nie trzeba kupować gazet, żeby zdobyć zdjęcie swojego idola. W dodatku, można na niego patrzyć także w szkole. Można też na przerwie słuchać swoich ulubionych piosenek dzięki odtwarzaczomw telefonach komórkowych.

Ewa Furtak Katowice

Zdjęcie: Tomasz Fritz AG

13:55, ewafurtak , Katowice
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 maja 2010
Spotkałam na portierni klauna Cyrulika

Za mną kolejny dzień w bielskim Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Żeromskiego. Tak, jak wcześniej planowałam, udało mi się dostać m.in. na lekcję Jerzego Marka. Ale o tym za chwilę. Bo teraz będzie o szkolnym portierze, który w wolnych chwilach staje się klaunem Cyrulikiem i rozśmiesza małych pacjentów bielskiego Szpitala Pediatrycznego.

To on:

klaun

- Wiecie, co to jest? Rower. Zrobiłem go sam - portier pokazuje nam zdjęcie w swoim telefonie komórkowym. Rower jak rower, nie byłoby w nim nic szczególnego, gdyby nie to, że pan Andrzej Rzeszuto zrobił go z... kolorowych balonów. Na kolejnym zdjęciu oglądamy inną balonową instalację. - Na Dzień Dziecka chcę zrobić wielkie serce - zdradza nam portier.

Pan Andrzej daje nam wizytówkę z adresem swojej strony internetowej www.clauncyrulik.yoyo.pl/. - Są tam moje zdjęcia, jest cała galeria. Oczywiście, jest też numer telefonu komórkowego i Gadu-Gadu - zaprasza klaun Cyrulik.

A to pan Andrzej jako klaun:

">

- Największą satysfakcje daje mi pomoc smutnym dzieciom. Niektórzy już w młodym wieku zmuszeni są do pobytu w szpitalu, a nawet dla dorosłego nie jest to nic przyjemnego - pisze na swojej stronie pan Andrzej.

Po co klaunowi Cyrulikowi strona w internecie? Po to, żeby dowiedzieli się o nim potencjalni klienci. Może swoją osobą uprzyjemnić imprezę urodzinową czy inną wesoła uroczystość. To, co zarobi, przeznacza na działalność charytatywną. Fajny portier, no nie?

A teraz o wspomnianej lekcji języka polskiego. Ja się nie dziwię, że to lekcje tak lubiane przez uczniów. Bo te lekcje to nie jest monolog nauczyciela - jak to czasem jeszcze się niestety zdarza - ale dyskusja. W dodatku, uczniom wolno mieć swoje zdanie.

Ewa Furtak Katowice

Zdjęcia: Tomasz Fritz AG

P.S Za moich czasów do szkoły jeździło się autobusem albo - tak jak ja - chodziło na piechotę. Dzisiaj niektórzy uczniowie podjeżdżają takimi skuterami:

SKUTERY

 

poniedziałek, 10 maja 2010
Czytanie książek na monitorze? To byłoby głupie

Wstałam dzisiaj wcześniej niż zwykle. Powrót do szkoły po tylu latach to strasznie dziwne uczucie. Nasza akcja udzieliła się chyba wszystkim wkoło, bo wczoraj mój kolega z pracy miał sen, że nie poszedł na lekcję wychowania fizycznego. W dodatku, obudził się, nim udało mu się dowiedzieć, jaki był tego powód.

To moje liceum (ze strony szkoły http://zeromski.ids.bielsko.pl/):

żerom

Przyszłam do szkoły i trafiłam od razu na zajęcia w pracowni informatycznej z panią Anną Janczewską. Stoi tam rząd nowoczesnych komputerów z naklejkami Europejskiego Funduszu Społecznego, oczywiście, podłączone do sieci. Za moich czasów ani takich zajęć, ani takiego sprzętu w szkole nie było. A dzisiaj multimedialnymi metodami uczy się w „Żeromie” wielu przedmiotów, m.in. języka polskiego czy języków obcych.

Aleksandra Pękala, dyrektorka szkoły (dziękuję, że bez żadnych problemów zgodziła się na mój powrót do szkoły) mówi mi, że nie ma porównania pomiędzy pokazaniem uczniom np. zdjęcia jakiegoś zabytku w doskonałej, cyfrowej rozdzielczości, a rozdaniem im tego samego zdjęcia odbitego na ksero. Od razu mi się przypomniało, że w moich szkolnych czasach tak właśnie bywało. Zostawały jeszcze zdjęcia w podręcznikach, też zresztą często nienajlepszej jakości.

Ale nie przez cały czas do nauki wykorzystywane są komputery i internet. I wcale nie wynika to z „zacofania” kadry pedagogicznej. W „Żeromie” jest zresztą wielu młodych nauczycieli, dla nich korzystanie np. z internetu to nic dziwnego. Szkoła jednak ma przekazać coś więcej, niż tylko suchą wiedzę. Jeśli nie zachęci się kilkunastolatków do czytania tradycyjnych, papierowych książek, już do końca życia będą je czytać tylko na monitorze komputera. Takich problemów jest więcej.

Ale wróćmy do moich porannych zajęć w multimedialnej pracowni. Zastanawiałam się, czy pani Janczewska uczyła w moich szkolnych czasach. Okazało się jednak, że zaczęła pracę w „Żeromie” rok po tym, jak zdałam maturę.

Usiadłam przy wolnym komputerze w pracowni . I od razu wpadka, bo pani Janczewska z uśmiechem zachęca, żebym zalogowała się do systemu jak inni uczniowie, a ja tego nie potrafię! I trochę wstyd mi o to pytać. Dlatego siedzę i przysłuchuję się, jak nauczycielka omawia sprawdzone wcześniej prace uczniów i wyjaśnia im, dlaczego dostali takie, a nie inne oceny. To jest akurat pierwsza klasa, uczniowie mieli za zadanie m.in. przygotować wykresy.

Nikt w szkole nie uczył nas robienia takich rzeczy. Dla mnie to po prostu czarna magia. Potem zaczyna się lekcja „Arkusz kalkulacyjny jako baza danych”. Tutaj jest już lepiej, co nieco świta mi w głowie. Chyba każdy z nas bez względu na wykonywany zawód używa czasem takich arkuszy.

Jutro znowu wybieram się do szkoły. Mam nadzieję, że uda mi się tym razem dostać na lekcję znanego w mieście polonisty Jerzego Marka. To nauczyciel, dla którego wielu uczniów wybiera „Żeroma”. Co on takiego robi na zajęciach, że od wielu już osób przy różnych okazjach słyszałam: to nauczyciel-legenda? Może jutro się o tym przekonam.

Ewa Furtak, Katowice

P.S. Wiecie, czym różni się szkolna klasa od naszej Redakcji? Tym, że na biurkach nie leżą dzwoniące w kółko telefony komórkowe. Są schowane głęboko w plecakach uczniów.

sobota, 08 maja 2010
Moja szkoła dzisiaj

Znalazłam na jednym z bielskich portali internetowych reklamę mojej byłej szkoły. Według zawartych w niej informacji moja szkoła ma:

- pracownie przedmiotowe, a w tym działającą w sieci komputerowa pracownię multimedialną podłączoną do Internetu, w której odbywają się nie tylko lekcje informatyki, ale także języka polskiego, matematyki, historii, języków obcych,
- dobrze wyposażoną bibliotekę szkolną,
- działające przy bibliotece multimedialne centrum informacyjne, w którym mamy 5 stale dostępnych komputerów połączonych z Internetem i siecią szkolną
- salę gimnastyczną, salę baletową i siłownię (czynną również w soboty),
- gabinet medyczny,
- a także bufet

Próbuję sobie przypomnieć, jak to było za moich czasów. Pracowni multimedialnej nie było na pewno. Biblioteka szkolna była, i owszem. Bardzo dobrze wyposażona. Multimedialne centrum informacyjne? W moich czasach abstrakcja.

Nie było siłowni i sali baletowej, za to sala gimnastyczna oczywiście była. Do upadłego ćwiczyliśmy tam przewroty w przód i w tył. I stanie na głowie oraz na rękach. Potem, wiele lat później bardzo się zdziwiłam, gdy okazało się, że w niektórych szkołach wymagają teraz zeszytu na lekcjach w-f. Po co? Nie mam pojęcia.

Był też gabinet medyczny. Byłam tam kilka razy po krople żołądkowe. Przypomniało mi się, jak to w moich czasach, gdy nie chciało się pisać klasówki, szło się do przychodni dermatologicznej. Była niedaleko szkoły. Najczęstszą chorobą uczniów było: "jak sie drapię, to takie czerwone pręgi mi wyskakują". Można było na to dostać zwolnienie na jeden dzień :):):)

Był też oczywiście bufet, a także stołówka. Z najlepszymi racuchami na świecie. Jednego jestem pewna: takich racuchów w żadnym bufecie na pewno nie da się już kupić!

Ewa Furtak, Katowice

 
1 , 2
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30