poniedziałek, 17 maja 2010
To nie jest laurka

Napisałam reportaż o „Skórzance”. Po czterech dniach w „Skórzance”. Obrażą się, nie obrażą? Bo, hm, to nie jest laurka. Ale przecież wicedyrektorka nie chciała laurki i wiedziała, że ja jej pisać nie będę. Mówiła: niech pani pisze o tym, co pani widzi. Ciekawe, czy dzwoniło już do niej przerażone/wściekłe/zasmucone kuratorium oświaty? A może kuratorium odwiedzi „Skórzankę”? Może zwizytuje? Może powie: sami jesteście sobie winni, bo wpuściliście dziennikarza. Ale nie, tak być nie może - jeżeli kuratorium orientuje się w sprawach swoich szkół, to opowieść o „Skórzance” kuratorów pewnie nie zaskoczyła. Nauczyciele milczą, w poczcie cisza. Nikt nie pluje, nie wyzłośliwia się, nie rozpacza.

Dziś byłam w zupełnie innej szkole, w podstawówce nr 26, w której uczy nauczyciel 2,0. Co za facet! Przepraszał, że nie może się skupić na rozmowie ze mną, bo mu szkołę zalewa woda, a potem dodał, że chętnie by kogoś „ze swoich nauczycieli polecił do opisania, ponieważ też są 2,0”, ale nie poleci. Nauczyciele z „dwudziestki szóstki” myślą tylko o tym, że woda zalewa im mieszkania, domy, piwnice... Deszcze w Krakowie jest zdecydowanie 2,0 - zaawansowany.

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

Tagi: kraków
13:57, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 maja 2010
Napisali o mnie w Wyborczej

 

W szkolnej kronice, w mojej „Skórzance”, odnalazłam artykuł z krakowskiego dodatku „Gazety Wyborczej”. Tak! Redaktorzy pochylili się nad „Skórzanką” i opisali moją szkołę. Okazało się, że „Skórzanka” zajęła pierwsze miejsce w konkursie „Gazety” na najlepszą gazetkę szkolną.

Napisali o nas w Wyborczej

Żeby nie było niedomówień - to moja robota. Moja krew, mój pot, moje łzy (ok, przesadziłam - nie tylko moje, ale przede wszystkim profesora Kasperczyka i profesorki Włodarczyk). Nasza „Post Factum” powaliła „Gazetę” na kolana. Tak się to życie poplotło... Napisali o mnie w „Gazecie”, a kilka lat później trafiam do redakcji „Gazety”. Jednakowoż wątpię, żeby przyjmujący mnie do zespołu Jurek Wójcik (szacunek dla twojej intuicji Jurku), posiadał świadomość z jakim to talentem ma do czynienia (że konkurs, że gazetka szkolna, że pierwsze miejsce). No i teraz pojawia się pytanie: czy aby wybraźnia mnie nie ponosi, bo te zbiegi okoliczności... Historię moją potwierdził redaktor Wojciech Olszówka, który w zasadzie pamięta czasy potopu szwedzkiego, więc właściwie pamięta wszystko i o wszystkich.

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

21:50, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 maja 2010
Pozdrawiam Wisławę Szymborską. Wiem, że jej trudno...

 

Przepraszam wszystkich, ale muszę sobie ulżyć. Ulga dotyczyć będzie mojej twórczości, mojej poezji, której się oddawałam w technikum. Boże! No wybaczcie, po prostu wybaczcie. Jest tak, że człowiek znajduje po latach jakaś kartkę z jakimś wierszem i wpada w euforię, że niby był taki zdolny, czy „coś tam coś tam”.

Znalazłam wczoraj w szkole, w jakiejś drastycznie grubej Księdze Pamiątkowej, różne wklejki z gazet, i z naszej szkolnej gazetki. Wiersz mój znalazłam! I to nie byle co, bo te parę wersów nagrodzono na jakimś krakowskim festiwalu szkół średnich. Ja, ze „Skórzanki”, wiersz taki napisałam, że nic tylko paść na kolana i syczeć, wyć, a także umierać z zachwytu. Taaa, wtedy - chyba w pierwszej klasie - wydawał mi się piękny...

Cytuję zatem:

„Skrzypek staje przy oknie

Gorącym woskiem dotyka strun

Gra

Melodia kołysze wahanie

Wahanie kładzie się cieniem

Zerwała się struna

Pękła

Powietrze zgęstniało od żalu

Struna kurczy się w sobie

Staje się senna.”

Rany Boga, w życiu nie widziałam na żywo grającego skrzypka! (no tak mi się w życiu ułożyło). Raz miałam skrzypce w rękach - to było w podstawówce, kiedy zabrali nas na lekcję uwrażliwnia na muzykę klasyczną. Złapałam je odwrotnie, czyli ten cieńszy koniec wepchnęłam pod brodę.

Pozdrawiam Wisławę Szymborską. Wiem, że jej trudno...

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

Tagi: kraków
22:04, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
Chodzimy sobie po różnych stronach

Rozmawiam z dziewczynami, chyba z ostatniej klasy gimnazjum.

- Jak wyglądają wasze lekcje informatyki?

- Przychodzimy i odpalamy sprzęt. Jak oczywiście się da.

- Nie chodzi?

- Przeważnie.

- A jak odpalicie, to co?

- Chodzimy sobie po różnych stronach.

- Po jakich?

- Po Naszej klasie.

- I tyle?

- No, tyle. Facet od informatyki pewnie chciałby więcej nam pokazać, no ale się nie da. Na tym sprzęcie się nie da. No to sobie gramy.

Facet od informatyki, młody człowiek, który bywa w „Skórzance” tylko w piątki, zapewnia, że stara się realizować program. Albo raczej - chciałby. Tyle, że z „tą młodzieżą się nie da”. Nie skupi się, nie słucha. Marzenie ma takie, żeby młodzież zainteresowała się komputerami, bo w ogóle są odporni na wiedzę. Co robią na lekcjach? Uczą się na przykład instalować komunikatory, uczą się podstaw windowsa, uczą się jak korzystać z przeglądarek.

Facet od informatyki, profesor przecież, bo to szkoła średnia, chwali się: przygotowujemy nową wersję strony internetowej szkoły.

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

 

 

15:34, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 maja 2010
Dobrałam się do dzienników!

 

Ludzie! Widziałam dziś stare dzienniki mojej byłej klasy. I to zupełnie legalnie! Po raz pierwszy w moim życiu mogłam dobrać się do nich bez: drżenia, wyrzutów sumienia, pośpiechu. Z magazynu wygrzebała je pani Ewa, sekretarka-orkiestra.

Radłowska: +db, dst, bd - nie było tak źle

Literki się pozacierały, cyferki wyblakły, ale mięso zostało! Uwagi! Osiągnięcia! Brak osiągnięć! Rokowania! Do tego jeszcze zwolnienia lekarskie i usprawiedliwienia od rodziców (akurat, od rodziców...). Swoich nie znalazłam, a przecież miałam żółtą koszulkę lidera w tym peletonie zwolnieniowo-usprawiedliwieniowym. Może od razu trafiały do analizy? Jakoś uwag ze sobą w roli głównej mało wygrzebałam; jedna tylko, że „Radłowska przeszkadza na lekcji”. Żadne to osiągnięcie w zakresie buntu, bo ze mną przeszkadzał też kolega W., a lekcję wcześniej przeszkadzał inny duet...

Wszołek i Radłowska: Przeszkadza na lekcji... hm

Trafiłam za to na wybitne usprawiedliwienie, niestety nie moje: koleżanki A. i A. (oraz chyba G.) nie uczestniczyły w lekcjach, ponieważ w tym czasie dyżurowały na Wawelu w komnatach, w charakterze... Kurde, zapomniałam. W każdym razie był to charakter czynu społecznego. Ze trzy takie usprawiedliwienia widziałam. Zazdrość, naprawdę zazdrość!

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

Tagi: kraków
21:55, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
Monitor to element lampowy

Wpadłam wczoraj na matematykę. Nauczyciel przez przypadek wylądował w sali komputerowej, bo „szóstka” była zajęta. Nie planował lekcji z komputerem, chciał powiedzieć raczej coś o procentach, no ale dla mnie... zaprezentował możliwości sali komputerowej (w folderze szkoły nazywa się ją „multimedialną”). Możliwości niewielkie, ale może chociaż nauczyciel jest 2,0? Skoro mam szukać sladów szkoły 2,0, to może u niego na lekcji, może w tej sali?

Sala multimedialna? Może choć nauczyciel jest 2.0...

Wyrośnięta młodzież, a niekiedy i przerośnięta, bo starsza od tej, która powinna tu siedzieć (gimnazjum) odpaliła sprzęt - pewnie ze cztery z tych stareńkich komputerów zadziałało. Reszta sprzętu zabulbała i zgasła, albo w ogóle nie dała głosu. Powkurzali się młodzi ludzie na sprzęt, a tak naprawdę na samych siebie, bo jeżeli ktoś popsuł komputery, to oni (lub ich koledzy).

- Pouczmy się na komputerach, bo zaraz ich nie będzie - zauważył jeden z młodych ludzi.

Więc pan matematyk poprosił o napisanie podania w wordzie, podania na przykład o przyjęcie do szkoły. Konrad przeleciał palcami po klawiaturze i było po wszystkim. Rekord Guinessa pobił w szybkości pisania. Fakt, gramatyczne to nie było... Matematyk poprawił. Potem uznał, że trzeba sobie przypomnieć z czego zbudowany jest komputer.

- Monitor to element lampowy... Strumień elektronów idzie na matrycę... System windows polega na tym, że otwierają się nam okna... Czy wszyscy znaleźli worda? - tłumaczył cierpliwie.

- Jakiego worda? Przecież tu myszka idzie na boki i nie da się robić - zauważył młody człowiek.

Wnioski: „Skórzanka” nie jest 2,0, dzieciaki też nie są 2,0, bo nie mają możliwości być 2,0 - w szkole na pewno nie, a poza nią? Połowa z nich w życiu nie widziała komputera. Jak uczyć wykorzystując nowe media? Nie da się. Nauczyciel pokazałby cuda, ale nie może podzielić klasy na dwóch, którzy radzą sobie świetnie w świecie wirtualnym, i na innych, którzy są na etapie „komputer ma monitor i procesor”. Zresztą na czym pokazać? Na tych młodszych braciach poczciwego Atari?

Ale gry poszły wszystkim świetnie.

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

21:53, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Komentarze (1) »
Ja nieprzygotowana? To była kreacja!

Oto ja, nadzieja dziennikarstwa polskiego, wracam do swojej szkoły średniej. Nabuzowana i tym podobne historie, a tu wita mnie na korytarzu polonistka (tak, ta sama, która uczyła moją klasę, profesor Grażyna) słowami:

- O, Renata! Proszę państwa to moja uczennica. Zawsze świetnie pisała, no ale rzadko była przygotowana do lekcji, oj jak rzadko. Rzadziutko wręcz.

No i po aurze

I po aurze, i po mojej aurze, co to mnie otaczała od drzwi „Skórzanki”... Droga pani profesor, ukochana moja, otóż muszę wytłumaczyć: tak naprawdę to ja nie byłam nieprzygotowana; z tym nieprzygotowaniem to była kreacja. Wie pani, takie budowanie wizerunku.

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

Tagi: kraków
12:06, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 maja 2010
Rysiek, oddaj mi świadectwo!

Ryśku! Ryszardzie Strojny! Otóż mam coś, co należy do ciebie! A jeżeli dobrze kombinuję, to ty masz coś, co należy do mnie. Wymieńmy się więc! Ale będzie jazda!

Szukając wczoraj świadectw szkolnych ze „Skórzanki”, znalazłam świadectwo z religii, z trzeciej klasy. Wiesz, całkiem przyzwoite, z piątką. Ale patrzę sobie w nazwisko i patrzę, a im bardziej patrzę, tym mniej ono należy do mnie. No niesamowite! Ewidentnie należy do ciebie, Ryszardzie Strojny. Zastanawiam się, czy fakt ten, że posiadasz moje, a ja twoje, coś fundamentalnie zmienił w naszym życiu (oczywiście w twoim osobno, w moim osobno). I czy ono może się teraz jakoś zmienić, jak się wymienimy; o ile kolekcjonujesz takie rzeczy jak świadectwa z religii (zwłaszcza z trzeciej klasy).

Nie ściemniam: oto twoje świadectwo

A swoją drogą, jakim cudem odebrałeś świadectwo na moje nazwisko? Ksiądz wywołał Renatę Radłowską, więc poszedłeś jako Renata Radłowska? No nie-do-wia-ry! Bo ja - i tu zapewniam cię z całą mocą - nie wystąpiłam jako ty. Słuchaj, jest jeszcze jedna kwestia - opuściłeś dziesięć godzin lekcji religii, czy ty wiesz, że ja przez pół życia mojego zastanawiałam się, skąd mi się wzięło te dziesięć godzin? No tak się intensywnie zastanawiałam, i tak intensywnie się wpatrywałam w ten księżowski wpis, że nie zauważyłam, że na tym świadectwie ja to ty...

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

Tagi: kraków
21:55, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
Taka to była nagłość

 

Domeczek jest stary. W domeczku, który stoi przytulony do budynku „Skórzanki", mieszczą się warsztaty szkolne. Przez swoje cztery lata w „Skórzance" nie zajrzałam tam ani raz. Po prostu nie było powodu. Moja część klasy, obuwnicza, miała praktyki w Centralnym Laboratorium Przemysłu Skórzanego - o jakże tchnącej nadzieją instytucji! Nadzieją na realizację fantastycznych rzeczy - projektowania obuwia, czyli uczestniczenia w procesie tajemniczym i pięknym.

W domeczku przytulonym do Skórzanki” mieszczą się warsztaty szkolne. Fot. Michał Łepecki

Wczoraj wpadłam do domeczku na chwilę. Nie było już tam uczniów. Ale była miła pani prowadząca zajęcia (szefowa? kierowniczka?), która pokazała mi dwie sale. O rany! Nie, że przeniosłam się w inną epokę; ja w nią wpadłam - taka to była nagłość. Maszyny do szycia pamietające Bieruta (a może po prostu były nowe, tylko tak wyeksploatowane, no ale dizajn nie kłamie...), imadła, stoły o wymiarach boiska piłkarskiego (muszą być duże, żeby zrobić na nich wszystko). Ilu kaletników tu się przygotowuje do zawodu? Chyba trzech. A obuwników? Chyba żaden. A na czym pracują przyszli kaletnicy? Na skórkach - ścinkach, skrawkach, odpadkach. Takie czasy, że i za ścinki trzeba zapłacić; kiedyś dostawaliśmy ich tony - za darmo (tak inwestowano w nas; przyjamniej pomoce naukowe mieliśmy w wersji full).

Pani prowadząca zajęcia niczego nie ukrywała. Niby co ukrywać? Że czasy takie, że nie ma z czego inwestować? I tak się wszyscy starają. Tutaj wyśledzą taki program pomocowy, tam znajdą jakiś unijny grant. Pani się rozmarza, obie się rozmarzamy: o jak byłoby pięknie, gdyby dzieciaki uczyły się projektowania obuwia, czy też torebek, na komputerach. Ta pani jest śmiała w swoich marzeniach, bo przekonywała, że to się da zrobić. A jak się da zrobić, to „Skórzanka" znów stanie się atrakcyjna - ludzie przyjdą po ciekawy zawód, warsztaty się zapełnią. I już zaczęła w głowie poszukiwać możliwości. Bo ona jest z tego pokolenia nauczycieli, którzy muszą być kreatywni (my mówiliśmy - muszą kombinować).

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

 

Tagi: kraków
17:51, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
Znalazłam człowieka z mojej klasy!!!

 

Noc z poniedziałku na wtorek - znalazłam wreszcie kogoś z mojej klasy technikum w „Skórzance”! Asia! Jesteś! Dzięki! Długo - jak na epokę mega szybkich kontaktów - cię szukałam (kogokolwiek z naszej klasy...). Rany boskie, ale wydarzenie!!! Już naprawdę straciłam nadzieję; Asiu, dzięki raz jeszcze!

Renata Radłowska-Kozik, Kraków

Tagi: kraków
00:29, renata.radlowska.kozik , Kraków
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30